Dodaj do ulubionych
Huragan na zamojszczyźnie 23.06.1998.
  Dnia dwudziestego trzeciego czerwca 1998 roku, w duszne, poniedziałkowe popołudnie przez teren zamojszczyzny przetoczył się z prędkością ponad 100 kilometrów na godzinę potężny huragan, siejąc prawdziwe spustoszenie. Żywioł przeszedł przez gminy Dołhobyczów, Lubycza Królewska, Łaszczów, , Telatyn, Jarczów, Mircze (w tej gminie leży Prehoryłe), Ulhówek i częściowo Hrubieszów. Łącznie wszystkie wyrządzone przez siły natury szkody wyceniono na 45 milionów złotych, z czego około 11 milionów w gospodarstwach prywatnych. Huragan całkowicie zniszczył 33 budynki mieszkalne, półtora tysiąca poważnie uszkadzając. Zniszczonych doszczętnie zostało także 45 budynków gospodarczych i 3,3 tysiąca uszkodzonych (w tym 1,4 tysiąca w samej gminie Mircze). Zerwane zostały dachy z budynków czterech szkół, trzech strażnic Ochotniczej Straży Pożarnej i dwóch kościołów. W gminie Mircze zniszczeniu uległy dwa młyny. Huragan powalił 831 słupów wysokiego i niskiego napięcia, przez co bez prądu przez kilka dni pozostawało blisko 16,5 tysiąca gospodarstw. Połamanych, wyrwanych z korzeniami i przewróconych zostało ponad 2,3 tysiąca drzew, z czego około 750 zwaliło się tarasując drogi. Na powierzchni kilkuset tysięcy hektarów lasów wystąpiły wiatrołomy. Powalone przez huragan drzewo zabiło jedną osobę (zmarła w szpitalu) a siedem innych doznało poważnych obrażeń. Wiatr zrywał dachy, rzucając nimi kilkaset metrów dalej o ziemię, wbijał płyty eternitowe w ściany z pustaków czy korzenie powalonych drzew, rzucał ciągnikami z przyczepami a nawet krowami jak zabawkami, unosił ludzi w powietrze. A wszystko to miało miejsce w ciągu zaledwie 15 minut...

  Tego dnia nie byłem w domu, wraz z rodziną odbywałem prace polowe. Mieliśmy je za chwilę kończyć, ponieważ na zachodzie pokazała się czarna chmura burzowa. Była jeszcze daleko więc, nie było pośpiechu. Jednak z pewnym momencie nad naszymi głowami dość nisko z ogromną prędkością przemknęła mała chmurka, wkrótce za którą spadły pierwsze krople deszczu i wzmógł się mocny wiatr. Czarne chmury będące jeszcze chwilę wsześniej dość daleko na horyzoncie nagle znalazły się bardzo blisko. Jedynym punktem schronienia przed burzą był pobliski, zupełnie nie osłonięty przystanek autobusowy. Jak się okazało po kilku sekundach nie była to zywkła burza, ale prawdziwe piekło. Kuląc się w kącie przy ścianach przystanku mogliśmy tylko ze strachem czekać aż żywioł ucichnie. Uszy zatykał potężny świst połączony z odgłosami łamiących się drzew i innymi dźwiękami zniszczenia. Pod stopy wiart wpychał wodę. Nad głowami złowrogo drżały fragmenty dachu, co chwilę wystrzeliwujące w powietrze. Trzeba przyznać że miejliśmy wtedy ogromne szczęście. Przystanek był murowany, huragan nie zdołał go w ogóle ruszyć (często spotyka się tutaj przystanki blaszane); w pobliżu nie było żadnego drzewa, któro mogłoby się na niego zwalić, zgniatając go i wszystko co znajdowałoby się w środku; huragan nie cisnął niczym w przystanek ani nie wrzucił do środka żadnego śmiercionośnego obiektu. Gdyby któraś z tych rzeczy miałaby wtedy miejsce mogłoby nas już nie być na tym świecie. Gdy już wszystko ucichło całkowicie przemoknięci, drżący mogliśmy wyjść na zewnątrz. Oczom ukazał się widok, którego się nie zapomni. Wzdłuż drogi, gdzie wzrokiem nie sięgnąć leżały zwalone drzewa. Te, które zdołały ustać miały połamane gałęzie, wyraźnie zwrócone z jedną stronę. Budynki nie miały dachów, jeśli w ogóle jeszcze stały. Zimne, świeże powietrze. I cisza...

  W huraganie na szczęście nie ucierpiał poważnie mój dom rodzinny ani budynki gospodarcze - całe podwórze dość szczelnie od strony zachodniej osłaniają drzewa. A jak wynika z relacji starszych mieszkańców Prehoryłego nie była to pierwsza taka pogodowa anomalia, ktróra nawiedziła te tereny. W latach sześćdziesiątych przeszedł tędy także huragan, lecz dużo mniejszy a także... trąba powietrza, wyrywająca drzewa z korzeniami i stawiąjąca je w inne miejce. Na początku lat osiemdziesiątych w tych okolicach spadł niesamowicie obfity grad - według relacji wypełniający przydrożne rowy aż do połowy ich głębokości (czyli conajmniej do wysokości kolan)!! Lepiej nie myśleć co jeszcze czeka te tereny w dobie anomalii pogodowych i drastycznych zmian klimatu...



© 2003-2007 by Ecnelis