Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Various Artists "Mastter of celebration"
1999



Utwory :
01. Agressiva 69 "Personal Jesus"
02. Blenders "A question of time"
03. Jesus Chrysler Suicide "People are people"
04. Soyka "Somebody"
05. Fading Colours "Clean"
06. Ziyo "Strangelove"
07. Hedone "Stripped"
08. Drimsztajn "It's no good"
09. Moonlight "Enjoy the silence"
10. 9 Walking Trees "Personal Jesus"
11. Justyna Kabała "Home"
12. Maleńczuk und Tuta "Master and serwant"
13. Mimofoni "Halo"
14. God's Bow "The things you said"
15. Warthegau "Never let me down again"
16. IMTM "Love, in itself"
17. Milion Bułgarów "A question of time"

Polscy artyści wykonują utwory Depeche Mode

   Depeche Mode to zespół, za którym stoi rzesza najwierniejszych fanów w historii muzyki i z którego twórczości natchnienie i wzroce czerpała garściami i nadal czerpie masa innych artystów. Jak ktoś kiedyś napisał: niemal każdy ceniący się artysta ma w swoim repertuarze cover Depeche Mode. A tych artystów jest masa, między innymi The Cure, Placebo, Marylin Manson, A Perfect Circle, In Flames, Rammstein czy Tori Amos. Przez lata powstała niezliczona ilość alumów, na których właśnie znajdują się same covery. Pierwszym takim polskim trubute albumem z prawdziwego zdarzenia jest "Master of celebration".

   Pomysł na tą płytę narodził się wśród członków zespołu Agressiva 69, spotykając się z dużym odzewem pozostałych artystów i z zainteresowaniem fanów. Płyta ukazała się pod sam koniec wakacji, od strony graficznej intrygując fotografiami amerykańskiego krążownika szos. Podobnie było z zawartością...

   Covery oczywiście głównie dzielą się na dwa rodzaje - wierne oryginałowi i wywracające go do góry nogami. Na tym albumie proporcje między nimi są bardzo wyrównane. Wśród występujących tu wykonawców znalazły się postaci powszechnie znane, jak Blenders, Stanisław Sojka, Ziyo, gotycki Moonlight, kontrowersyjny Maciej Maleńczuk i oczywiście Agressiva 69. Ze świata brzmień zbliżonych bardziej do Depeche Mode pochodzi Fading Colours, Hedone i God's Bow. Nie zabrakło artystów w ogóle nie znanych, takich jak Justyna Kabała, 9 Walking Trees, Mimofoni i Warthegau, wśród których znaleźli się też debiutanci. Małą sensacją w stacjach radiowych okrzyknięto nawet powrót Miliona Bułgarów. Zespół zamyka płytę znakomitą, przestrzenną przeróbką utworu "A question of time", który uspokojony i wyciszony wszedł w zupełnie inne wymiary niż oryginał, nie tracąc swojej nie skrywanej perwersji. Podobna atmosfera utrzymuje się w przeróbce "The things you said", z tym że ten utwór był spokojną kompozycją już w oryginale. God's Bow tchnęło w niego odrobinę dynamiki a utwór urósł do wzruszającego hymnu, choć początkowo może trochę razić głos wokalistki. Niemniej te dwa covery typowałbym na najpiękniejsze w zestawie...

   Stanisław Sojka po swojemu odśpiewał "Somebody", wyznanie pełne tęsknoty i potrzeby wsparcia i zrozumienia a Maleńczuk z Tutą tak przebarwił "Master and servant" że aż strach słuchać tego na mocniej podkręconych głośnikach. Przy nagrywaniu tego z pewnością świetnie się bawili. Na największą uwagę zasługuje także przeróbka "Clean" w wykonaniu Fading Colours, która już wcześniej, przed ukazaniem się "Master of celebration" zdążyła znaleźć swoich wielbicieli. Wyraźny, motoryczny rytm podbijany basem, aranżacja zapatrzona nieco w orientalne klimaty i charakterystyczny głos De Coy sprawiają, że cover mógłby nawet konkurować z oryginałem. "A question of time" w wykonaniu Blenders ma się nijak do wykonania Miliona Bułgarów. Z początku utwór jest nie do poznania - zespół umieścił w nim własne teksty, ocierające się o hip-hop i funky, zmieniając nawet nieco tekst oryginału. I czego więcej trzeba aby nazwać to profanacją? Chyba tylko jeszcze niemal całkowicie akustycznego brzeminia i... trąbek. Pewnie niektórzy będą ich za to przeklinać, ale o dziwo to dziwne połączenie podoba się, choć raczej trzeba do niego podchodzić mniej poważnie. Dwóch naśladowców znalazło także "Personal Jesus" - Agressivę 69, która pozostała blisko oryginału, oraz 9 Walking Trees, bardzo udanie rozmyło utwrów w coś spokojniejszego. Zapewne równie urzekająco wypadłoby "Home", gdyby wokalistka nie wyciągała tak wysoko w zwrotce - trudno te fragmenty przecierpieć. Moonlight natomiast skutecznie zabił "Enjoy the silence", niepotrzebnie zwiększając tempo utworu i śpiewając refren łącznie aż... dziwięć razy! Widocznie mieli trudności z wymyśleniem czegoś, gdy praktycznie już po póltorej minuty było po całym utworze, trwającym ich ponad cztery. Sytuacji nie ratuje nawet załamujący się w nim w jednym momencie głos wokalistki, co może bardzo się podobać. Do dość radykalnych przeróbek doliczyć należy "It's no good" Drimsztajna (choć nazwa zespołu pewnie nie przekonywuje), w których zwrotka jest po prostu... rapowana. W połączeniu z chwytliwym riffem gitary w tle brzmi to znakomicie. Co ciekawe w drugiej zwrotce pojawia się śpiew bardzo podobny do głosu Gahana. Ten utwór ma chyba największego powera na całym krążku, choć równe dużą moc ma zrobione w konwencji metalowej "People are people". Trochę bladziej wypada przekombinowane "Halo" i ciągnące się, po prostu nudne w wykonaniu IMTM "Love, in itself". "Strangelove" praktycznie nie wywołuje skrajnych uczuć, jest jak najbardziej poprawne i nie próbuje być poza tym niczym więcej. Ciekawie wypadło "Stripped", zagrane przez Hedone. Utwór ten płynie tu spokojnie, z oryginałem mając w tej kwesti tylko tyle wspólnego, że mozolnie wzrasta z każdą minutą. Potęgę oryginału "Never let me down again" całkiem udanie zamieniono na narastające uczucie niepokoju, choć wokalnie utwór pozostawia sporo do życzenia...

   Trzeba przynać, że Polacy spisali się tutaj bardzo dobrze, wcale nie gorzej niż zagraniczni wykonawcy rok wcześniej na "For the masses". Ciekawe co by na te przeróbki powiedziało samo Depeche Mode...



© 2003-2007 by Ecnelis