Dodaj do ulubionych
Dinozaury nie wymarły?
   Około dwieście trzydzieści lat temu na Ziemi pojawiły się pierwsze dinozaury (z greckiego słowo to oznacza "straszne jaszczury"), opanowując w ciągu kolejnych stu milionów lat całą planetę, królując na lądzie, w wodzie i w powietrzu. Co działo się wtedy na sąsiednim Marsie nikt nie wie, ale to raczej małoistotne. W tym samym czasie pojawiły się także pierwsze ssaki, które dzielnie zasiadają na tronie do dziś (a przynajmniej tak to wygląda). Dinozaury wyginęły w niewyjaśnionych okolicznościach 60 milionów lat temu. Dziś paleontolodzy odnajdują jedynie masę skamieniałości, będących śladem po tych niezwykłych i fascynujących zwierzętach (kości, całe szkielety, gniazda a nawet ślady stóp i jaja) i źródłem wiedzy o tym jak te zwierzęta żyły i jak wyglądały. Ale co jeszcze bardziej niezwykłe i fascynujące to to, że wiele przypadków obserwacji ogromnych stworzeń na całym świecie każe szukać dinozaurów nie tylko w skamieniałościach. Czyżby żyły one nie tylko w filmach z serii "Park Jurajski" i "Świat zaginiony" (w których to nawiasem mówiąc zostały powołane do życia na dwa zupełnie różne sposoby - i kto wie czy sposobu znanego z "Parku Jurajskiego" nie chce już dziś ktoś wcielić w życie a może właśnie go wciela?)?


   Najliczniejszymi udokumentowanymi kronikarskimi zapiskami przypadkami spotkań z niezwykłymi, przerażającymi stworami są przypadki spotkań z ogromnymi wężami morskimi, atakującymi statki. Pierwsze opisy pochodzą prawie sprzed trzech tysięcy lat. Liczni rzymscy kronikarze opisują jak w 244 roku przed naszą erą okręty legionów rzymskich zostały zaatakowane w zatoce w Tunezji przez potwora przypominającego węża i mającego 36 metrów długości, którego to udało się zabić. Wspomina się także obecność takiego stworzenia w innym miejscach basenu Morza Śródziemnego. W samym XIX i XX wieku istnieje grubo ponad pół tysiąca udokumentowanych przypadków obserwacji takich stworzeń - mała głowa, duża szyja, ciało podobne do węży lądowych i oczywiście ogromne rozmiary. Te i inne podobne przypadki uczeni tłumaczyli jako przerośnięte węgorze czy macki ogromnej ośmiornicy. Wkrótce jednak te domysły zostały obalone. W roku 1974 japoński trawler złowił takie zwierzę, mające około dziesięciu metrów długości, niestety martwe. Dokładnie je zmierzono i sfotografowano, po czym wrzucono z powrotem do wody z racji szybko postępującego procesu rozkładu jego cielska. Po tych oględzinach naukowcy uznali stwora za plejozaura, który żył w... mezozoiku (ponad 65 milionów lat temu). A wszyscy myśleli, że wyginął...




   Liczne relacje dotyczą także zamkniętych, słodkowodnych akwenów wodnych, w szczególności jezior w Wielkiej brytanii i Irlandii, gdzie największą karierę zrobiło Loch Ness, wcale nie będące jednym, w którym schronienie znalazło nieznane stworzenie. Potwór z Loch Ness, ochrzszczony imieniem Nessie, jak wynika z relacji świadków, którzy go widzieli jak i licznych badań (szczególnie cenne okazały się wyniki pomiarów echosondą, które pokazały wyraźny zarys stworzenia) ma do dziewięciu metrów gługości, małą głowę osadzoną na długiej szyji, beczkowaty tułów oraz dwie pary romboidalnych płetw i długi ogon. Najbliższym stowrzeniem odpowiadającym temu opisowi jest wspomniany już wcześniej plejozaur. W relacjach z innych jezior wspomina się jeszcze o czarnym zabarwieniu skóry tych zwierząt, które często wcale nie przypominają Nessie. Potwory z Irlandzkich jezior nazwano końskimi wężami - według świadków miały one głowę podobną do końskiej połączoną z długim tułowiem przypominającym węgorza. Wzmianki o czymś takim pojawiają się już w kronikach z XII wieku. Podobne zwierzęta o wężowatym, węgorzowatym ciele i głowie przypominającej głowę konia, kozy czy węża (tym samym przypominające także ichtiozaura żyjącego przed milionami lat) widywano w okolicach jezior bądź samych jeziorach na całym świecie. Poza Irlandią i Wielką Brytanią były to także Kanada, Norwegia, Japonia oraz cała Afryka i wiele miejsc Azji a nawet... polskie Mazury, choć tu dziwne stworzenie miało o wiele mniejsze rozmiary i bardziej ludzkie kształty (podobno poruszało się na dwóch nogach). Bardzo ciekawym przypadkiem jest ten z jeziora Dakatatua w Nowej Gwinei, któro zamieszkuje wężowaty stwór nazywany "migo". Zwierzę to w 1994 roku sfilmowała japońska ekipa telewizyjna. Stwór miał około 10 metrów długości i poruszał się... w pozycji pionowej. Jedynymi podejrzanymi odpowiadającymi temu rysopisowi są zeuglodonty, przodkowie dzisiejszych waleni. Miały one wężowate ciało i giętki kręgosłup, który pozwalał na przybieranie kształtu sinusoidy w czasie pływania. Co ciekawe taki sposób poruszania się spotykamy równierz w relacjach ze spotkań ze stworami z irlandzkich jezior. Naukowcy uważają równierz, że zeuglodonty potrafiły przemieszczać się na niewielkie odległości po lądzie. To by wyjaśniało równie nagłe jak pojawienie się zniknięcia tych zwierząt z jezior - mogły po prostu udać się w inny rejon, na teren innego jeziora. Wszystko byłoby do zaakceptowania, gdyby nie fakt, że zeuglodonty wyginęły około 25 milionów lat temu...


   Woda nie pozostaje jedynym miejscem, w który ukrywają się dziwne stwory przypominające zwierzęta wymarłe miliony lat temu. Stwory takie od lat widywano także w powietrzu, jednak najbardziej szczegółowe i realistyczne relacje pochodzą dopiero z drugiej połowy XX wieku. Spore ich zagęszczenie przypada na Teksas, gdzie w 1976 roku wiele osób widziało wielkiego latającego gada o rozpiętości skrzydeł około 6 metrów. W roku 1983 i 1997 widziano tu stwora o czarnej skórze, wielkim dziobie i nietopezich skrzydłach wysokiego na 1,3 metra. Także nad Kalifornią widywano wielkiego, skrzydlatego gada o rozpiętości skrzydeł około 4 metrów. Wszyscy świadkowie porównują te stwory do prehisorycznych pterozaurów. Takie same stworzenia spotyka się w przekazach amerykańskich Indian, zakorzenione także w ich legendach. Także w 1976 roku dwie osoby były świadkami wynurzenia się w Kalifornii z wody ogromnego zwierzęcia o długości około 30 metrów, które potem widzieli także robotnicy remontujący drogę. Podobne stworzenie (długie na 30 metrów i posiadające płetwy przypominające skrzydła) równej wielkości miała okazję zobaczyć około 150 kilometrów od wschodnich wybrzeży USA załoga parowca w 1903 roku (przed stworem uciekało stado rekinów). W roku 1882 skrzydlaty stwór znany tamtejszym Indianom, który wyszedł z wody pożarł mężczyznę nad jeziorem Chelan w USA. Według świadków potwór przypominał aligatora, ale miał białe podbrzusze i skrzydła oraz twardą skórę (bezskutecznie rzucano w niego kamieniami i nożami, próbując odwieść go od zaspokojenia głodu ofiarą trzymaną w paszczy). Skrzydlatego gada widziano także w 1942 w Afryce, gdzie wylądował między stado owiec pasących sie pod opieką nastolatka. Pogłoski o takich bestiach, tym razem wielkości średnego psa, zjadającyh drób krążyły w latach pięćdziesiątych po Walii, jednak raczej nie należy ich traktować zbyt poważnie. W Brazylii w roku 1947 widziano aż pięć latających gadów, przypominających wyglądem i rozmiatami pterodaktyla. Nikt nie jest w stanie jednoznacznie wyjaśnić czym są te stworzenia i skąd się wzięły ani ostatecznie udokumentować i potwierdzić ich istnienia, choć na przestrzeni lat zorganizowano wiele wypraw i przeprowadzono liczne badania terenów znanych z relacji ze spotkań ze strasznymi jaszczurami. Niestety nie dały one satysfakcjonujących i pożądanych rezultatów niekiedy mnożąc pytania, na które odpowiedzi być może poznamy w końcu w niedalekiej przyszłości sięgając w naprawdę daleką przeszłość...

część II




© 2003-2007 by Ecnelis