Dodaj do ulubionych
Kości i karty
   Każdy z nas pewnie kiedyś grał w karty czy w kości czy gry przy których karty lub kości potrzebne były. Wielu pewnie jeszcze więcej by wówczas dało aby znać lub mieć wpływ na wynik rzutu czy wyciągnięcie karty. Może właśnie wtedy ktoś poczynił pierwsze kroki aby takie zdolności posiąść...

   Można chyba śmiało powiedzieć, że w każdym z nas jest mniejsza lub większa odrobina hazardzisty. Wystarczy spojrzeć na to z jakim zamiłowaniem ludzie oddają się różnego rodzaju grom, w którym wygrana nie zależy od naszych umiejętności ale od czegoś co bardzo ogólnie można nazwać szczęściem. Codziennie masa ludzi typuje liczby, które w wyniku wylosowania właśnie ich miałyby uczynić z typujących milionerów, grywa na pieniądze w karty czy kości. I tym ostatnim zajmę się (jak zwykle nieudolnie) trochę bliżej. Gier karcianych jest masa i jakby nie patrzeć najważniejsze w nich jest to jakie karty się dostanie, ale także to jakie karty dostali nasi przeciwnicy i... znajomość tych kart. Wykluczając matematyczne metody poznania kart przeciwników a także wszelkie nieuczciwe zabiegi pozostaje jeszcze coś - możliwość wyczytania tych kart w myślach. Podobnie ma się sprawa z wynikiem rzutu kości - o ile nie można go przewidzieć to może można go... wymusić. Nie skupię się tutaj na ludziach, którzy tego typu umiejętnościami udowadniali potęgę swojego umysłu, ale zajmę się tymi zagadnieniami od strony doświadczalnej z poziomu szarego człowieka i jego leniuchujących szarych komórek.

   Kilka lat temu przeprowadziłem szereg prób na kilku osobach, które ze względów technicznych pochodziły z rodzinnego grona. Próby dotyczyły rzutów kostką, a konkretnie trzema i przewidzeniem wyniku tych rzutów. Kostki rzucano jednocześnie, otrzymując w ten sposób trzycyfrowy wynik. Kostki rzucała, ta sama osoba, która uprzednio podawała wynik, jaki powinien paść. Łącznie przeprowadziłem ponad 600 takich prób. Niestety wbrew oczekiwaniom nie przyniosły one rewelacyjnych rezultatów (plasując się nawet poniżej wyników rachunku prawdopodobieństwa), choć odkryto parę ciekawych zależności. Wynik doświadczenia był tym bardziej rozczarowujący iż dla ułatwienia nie typowano ile oczek wypadnie na każdej z kostek bez wskazania ile ma wypaść na której. Niemniej już po zakończeniu eksperymentu dokonano takiej próby, w której rzucając kolejno kostkami osoba badana typowała wynik rzutu na każdej z nich. Oczywiście zostały prawidłowo odgadnięte wszystkie wyniki! Nie ma to jak typowa złośliwość rzeczy martwych. A może miało to jakiś związek ze zmęczeniem umysłu poprzednimi próbami i nawiązaniem jakiegoś kontaktu z samymi kostkami? Hmmm...

   Jak nietrudno obliczyć łącznie istnieje 56 możliwości wyniku rzutu trzema kostkami zawartych od trzech jedynek do trzech szóstek (wszelkie skojarzenia z szatańskimi sztuczkami są chyba jak najbardziej na miejscu). Odgadnięcie wyniku, bądź jak kto woli, jego wymuszenie wcale nie jest takie łatwe jakby się wydawało (a przynajmniej nie było łatwe w tych ponad 600 przypadkach). Żadna z badanych osób nie wykazała się specjalnymi zdolnościami i wyniki można śmiało uogólnić do całości a nie każdej osoby z osobna. Wynik rzutu kostkami zgodny z wcześniejszymi przewidywaniami odnotowano jedynie w 2,2% przypadków a brak całkowitej zgodności między nimi aż w 21,8% przypadków. Uproszczając sprawę można powiedzieć że trafienie trzech wyników jak i nie trafienie żadnego są podobnie prawdopodobne a tymczasem jak wynika z eksperymentu całkowite pudłowanie jest dziesięć razy częstsze niż potrójne trafienie! Nasilenie tego drugiego zjawiska miało miejsce szczególnie w momentach, w których badana osoba nie wykazywała jakiegokolwiek skupienia nad wykonywaną czynnością, po prostu zgadując wynik rzutu. Być może wyniki badań padły ofiarą słabego przyłożenia się badanych? Drugie ciekawe zjawisko to fakt że częstotliwość trafień rosła proporcjonalnie do ilości wykonanych kolejno prób a te były wykonywane w seriach po 20. Ilość trafień w pierwszych dziesięciu rzutach w znacznej większości przypadków (ponad 75%) była mniejsza niż w kolejnych dziesięciu następujących po nich. Trening czyni mistrza...


   Eksperyment z kartami z zewnątrz wyglądał dość podobnie do tego z kośćmi, ale przeprowadzony był na większym terenie i wśród różnych osób nie powiązanych rodzinnie, co w tym przypadku miało znacznie większe znaczenie niż poprzednio a to za sprawą tego w jaki sposób przeprowadzano eksperyment. Kartę oczywiście losowano, losowała ją osoba, która miała odgadnąć jej figurę i kolor a te po wylosowaniu poznawałem ja mając za zadanie zaklęcie je w myśli i przekazanie drugiej osobie. Bardzo proste, prawda? Doświadczenie przeprowadzano w talii 52 kart - czyli figury od dwójki do asa i prawdopodobieństwo (25% szans że trafi się kolor i prawie 8% że trafi sie figurę) trafienia prawie takie samo jak przy kościach (wylosowana karta wracała do talii, którą potem tasowano). Tradycyjnie setki prób nie wyłoniły osoby o specjalnych zdolnościach (wśród wyników nie było rewelacji) choć zauważono pewne prawidłowości a także odkryto techniki odczytywania karty z myśli osoby ją widzącej (czyli przeważnie moich, choć były też zamiany dla porównania i wypróbowania technik) i zagadkowe zjawiska. Pierwsza technika polega na ogólnie rozumianym oczyszczeniu myśli i myśleniu o niczym - niemal każda tak osiągnięta cisza była przerywana przez ukazanie się karty! Druga technika jest dużo bardziej żmudna ale i skuteczniejsza. Polega również na oczyszczeniu myśli i skupieniu się, ale tym razem nie osiągamy pustki. Kolejno wyobrażamy sobie karty przesuwając je w myślach przed oczami (najlepiej mieć je wtedy zamknięte) - jeśli tylko trafimy na tą właściwą na pewno da nam ona o tym znać (zapulsuje, rozjaśnieje, czy nie będzie chciała zejść z widoku ciągle wracając lub nie dając się w ogóle ruszyć). Spektakulatnym sukcesem tej techniki jest to iż osobie ją stosującej udało się bezbłędnie podać wartość i kolor trzech kolejno wylosowanych kart!! I były to pierwsze karty wylosowane w danej serii eksperymentu (pierwszy raz przeprowadzanego z tą osobą) i niestety karty ostatnie, ponieważ ogromna dawka podniecenia i strachu nie pozwoliła go kontynuować. A szkoda, bo kto wie czy i kolejne karty nie zostałyby tak samo zobaczone przez niewidzącego ich. Stosując te dwie techniki udało się poprawnie odczytać naprawdę wiele kart i... wywołać drugie tyle! Niemało było zaskoczeń gdy typowana karta była wyciągana w następnym losowaniu a nie w tym, w którym zobaczyła ją badana osoba. To zjawisko trudno wytłumaczyć choć może wynika ono tylko i wyłącznie z rachunku prawdopodobieństwa, podobnie jak i niektóre trafienia. W tym wszystkim nie udało się ustalić jakie znaczenie i wpływ na wszystko ma osoba, w której to łepetynce ma kołatać dana karta, choć bez wątpienia można powiedzeć że karta ta i tylko ta powinna kołatać dość silnie i bez zakłóceń a tym samym kołatka powinna być skupiona, cokolwiek miałoby to znaczyć.

   Oba eksperymenty przede wszystkim pokazały jedno: jeśli się chce i podchodzi do sprawy poważnie to naprawdę można! I na kartach i kościach może się to jedynie zacząć...



© 2003-2007 by Ecnelis