Dodaj do ulubionych
"Naga Broń: z akt wydziału specjalnego"
- Musimy wypruć z nich flaki i wlec stąd aż do Damaszku! Może wtedy zaproszą nas do rozmów pokojowych. (Sadam Husajn)

- Wiesz coś o tym fagasie? (Porucznik)

- Teraz będę musiał opanować sztukę zapomonania. (Frank)

- Doktor powiedział, że ma 50% szans na przeżycie, ale tak naprawdę ma tylko 10%. (Porucznik)

- Chyba uda mi się uratować rękę pani męża. Gdzie ją przesłać? (Lekarz)

- Heroina ... (Nordberg)
- To nie będzie takie proste, musisz mi dać kilka dni. (Frank)

- Kto to mógł zrobić? (żona Nordberg'a)
- Banda zbirów, szantarzysta, rozsierdzony mąż albo kochanek pedał. (Frank)

- Nie czekałbym z zebraniem podpisów na zgodę pobrania organów. (Frank)

- Gdy wróci do zdrowia powitamy go z otwartymi rękoma, chyba że zamieni się w zaslinione warzywo, ale to oczywiste. (Frank)

- Dobry glina bezsensownie zabity przez tchurzliwych bandziorów. Człowiek nie powinien tak umierać. Gdy spadochron się nie otworzy to jest smierć, wpaść w tryby kombajnu albo stracic jaja w zębach Labonki, tak ja chciałbym umrzeć. (Frank)

- Choćby nie wiem jak głupi był pomysł posiadania królowej my, Amerykanie musimy być wyrozumiali. (Frank)

- Gdzie znaleziono Nordberg'a? (Frank)
- Tam. Pewnie przebierasz nogami, żeby obejżeć to miejsce. (Porucznik)
- Nie, już byłem w toalecie.

- Poruczniku ... (Ludvig)
- Nawzajem. (Frank)

- Coś z Kuby? (Ludwig, proponując cygaro)
- Nie, irlandzki holender. Mój ojciec pochodził z Walii. (Frank)

- Jest na oddziale intensywnej terapii w Szpitalu Zbytecznego Cudu. (Porucznik)

- Dostał sześć kul, ale żadna na szczęście nie uszkodziła ważnych organów a słona woda doskonale konserwuje. (Porucznik)

- Na razie nie może, mówić, ale gdy odzyska przytomnośc przekonamy się czy nadal potrafi grać na gitarze. (Frank o leżącym nieprzytomnie w szpitalu Nordberg'u)

- Spojrzała na mnie tak, że poczułem to w kieszeni spodni. (Frank)

- Czy praca w policji nie jest niebezpieczna? (Jane)
- Tak, dlatego mam dużego gnata. (Frank)
- Czy nie boi się pan, że przypadkowo wystrzeli?
- Zdarzało się.
- I co wtedy?
- W takich chwilach staram się myśleć o baseball'u.

- Ktoś widział kierowcę? Czy ktoś zapisał numery rejestracyjne? Zapisz nazwiska świadków, ja muszę ... wejść do środka. (Frank)

- Nic nie wiedzę. (Frank)
- Patrz otwartym okiem. (Porucznik)

- Kim był ten facet? ... A jeśli nie wiedział to kto wiedział? I gdzie ja do cholery jestem? (Frank)

- To był cudowny dzień. (Jane)
- Naprawdę Jane? Nie mówisz tego tylko dlatego, że dokonaliśmy wymiany płynów organicznych? (Frank)

- Może wpadniesz wieczorem na jednego? (Jane)
- Nie wpadam na nikogo. (Frank)

- Każdy ryzykuje, wstając rano, przechodząc przez ulicę albo wtykając nos w wentylator. (Frank)

- Wtargnięcie, zniszczenie mienia, podpalenie i napastowanie kobiety cementowym fallusem. Co pan tam do ciężkiej cholery robił?!? (Burmistrz)

- Kiedy widzę pięciu palantów w togach dźgających faceta nożami na oczach tłumu w środku parku zabijam skurwieli. Taka jest moja polityka! (Frank)
- To było dobroczynne przedstawienie Juliusza Cezara kretynie, zabiłeś pięciu niewinnych aktorów. (Burmistrz)

- Przykro mi, ale nie słyszę. Nie strzelaj kiedy mówisz. (Frank)

- Zadawać się z babą to jak wziąść na przeczyszczenie: w człowieku pozostaje bolesna pustka. (Frank)

- A przy okazji: wszystkie orgazmy udawałem. (Frank)

- Mój Boże, to zaginiony dowód w sprawie Carlsberg'a. On naprawdę był niewinny! (Frank)
- Zostaw to. On skończył dwa lata temu na krześle elktrycznym. (Porucznik)

- Wykopkidogs. (Lektor czytając napis na skrzynce roznosiciela hotdogów)

- Koszulka pasuje? Dobrze, że włożyłeś duzy rozmiar, spodnie w kroku są za ciasne. (Frank)

- Hej, patrzcie! Dokopać im, w jaja go!! (Zawodnik baseball'u)

- Wreszcie poznałem kogoś, kogo mogę kochać czystą miłością, bez urządzeń pomocniczych. Przed poznaniem ciebie nie zauważałem pewnych rzeczy, zachodów słońca, rosy na trawie, świateł na skrzyżowaniu. (Frank)

- Może nasze życie przypomina groch i kapustę, ale to nasz groch i nasza kapusta.(Frank)



© 2003-2007 by Ecnelis