Dodaj do ulubionych
Tępa siekiera, sękaty klocek
   W dzieciństwie zapewne wielu z was marzyło skrycie i podświadomie o wielkiej karierze rębacza, o władaniu siekierą, budzeniu powszechnego uznania i szacunku a w końcu o zawładnięciu światem. Wtedy jednak realizację tych marzeń uniemożliwiały warunki fizyczne, które dopiero teraz osiągnęły odpowiedni poziom aby poważnie móc myśleć o tych skrywanych od małego pragnieniach.

   Najważniejszą rzeczą w życiu rębacza jest oczywiście jego siekiera. Powinniśmy zacząć od małego modelu, o trzonku (części chwytnej) nie przekraczającej 50 cm długości i wadze całkowitej narzędzia około 1 kg. Takim maleństwem możemy próbować rozrąbać małe klocki drewna o średnicy do 15 centymetrów, trzymając siekierę jedną ręką. Taka wstępna zabawa powinna trwać możliwe najkrócej i służyć ogólnemu zapoznaniu się z fizyką pracy i operowania siekierą. Gdy będziemy czuli, że to "ta chwila" powinniśmy porzucić malucha (no dobra, możecie zatrzymać siekierkę, może do czegoś kiedyś się przyda) i sprawić sobie siekierę z prawdziwego zdarzenia. Jej trzonek powinien mieć długość około 80 cm a całkowita waga około 3 kilogramów.

   Zanim cokolwiek zaczniemy robić powinniśmy dokładne przyjrzeć się temu narzędziu, które wkrótce stanie się naszym najlepszym przyjacielem. Delikatnie i ostrożnie palcami możemy sprawdzić kształt i twardość połyskującego ostrza. Dłoń powinniśmy przyzwyczaić do kształtu gładkiego trzonka, będącego w przekroju zaokrąglonym prostokątem. Możemy złapać oburącz siekierę, badając jej ciężar i szukając punktu, w którym mamy nad nią całkowite panowanie. Bardzo ważną rzeczą jest, aby trzonek miał na końcu kuliste zgrubienie, blokujące wyśliźnięcie się siekiery z rąk. Miejsce blokowania dłoni na tym zgrubieniu bardzo łatwo odnaleźć tworząc na trzonku pętelkę z kciuka i palca wskazującego a następnie przesuwając ją do końca trzonka. Powinna zatrzymać się tuż przed zgrubieniem. Czujecie ten punkt? To w nim wasze ciało będzie połączone z siekierą w całość. Bo narzędzia tego nie należy traktować rzeczowo, należy traktować je jako naturalne przedłużenie dłoni, należy je czuć fizycznie i psychiczne. Po pewnym czasie będziemy po prostu czuć jak zimne powietrze smaga ostrze siekiery, którym jest przecinane. To bardzo ważne, aby czuć się pewnie i kontrolować każdą sytuację.

   Po zapoznaniu się z narzędziem możemy przejść do drobnych ćwiczeń. Podobnie jak z małą siekierką zaczynamy od rozrąbywania małych klocków drewna o średnicy do 20 centymetrów. Te wymagają zwykle rozrąbania na pół lub cztery części, aby otrzymać polana żądanych rozmiarów (te już zależą od tego w jakim piecu drewno ma być spalone). Siekierę, trzymaną oburącz powinniśmy unosić na wysokość ramion i z niedużą siłą uderzać nią w klocek drewna. Praktycznie każde uderzenie powinno go bez trudu rozpołowić. W miarę robienia postępów powinniśmy zwiększać rozmiary rąbanych klocków. Ciosy siekierą powinniśmy wyprowadzać z coraz większej wysokości, dostosowując siłę i prędkość uderzenia do oponenta. Rozrąbywanie klocków powinno odbywać się według tego samego schematu: najpierw centralnym ciosem rozpoławiamy go a połówki rozdzielamy na ćwiartki i tak dalej dochodząc do zamienienia klocka w stosik polan gotowych do spłonięcia. W końcowej fazie przy większych klockach powinniśmy potrafić rozpołowić je jednym ciosem wyprowadzonym zza głowy.

   Ale nie wszystkie klocki są takie chętne do rozpadania się po pierwszym uderzeniu (uderzamy oczywiście częścią ostrza ściętą na trójkąt a nie tą, która jest uchwytem trzonka), a nawet jest ich bardzo mało. Większość, szczególnie większych będzie wymagała dwóch lub więcej ciosów oddanych w to samo miejsce. I tu może pojawić się pewien problem z wymierzeniem uderzenia w to samo miejsce. Z początku może to być trudne, ale z czasem dojdziecie do wprawy. Poza tym nie należy przesadzać z użyciem siły. W większości przypadków naprawdę wystarczy jej minimalna ilość, potrzebna do nadania opadającemu ostrzu odpowiedniej prędkości. Walimy oczywiście prostopadle do płaszczyzny klocka.

   Klocki takie, które można także nazywać pniakami mają zazwyczaj kształt walca o różnej średnicy i wysokości nie przekraczającej 40 centymetrów. Klocki przeznaczone do rąbania ustawia się na podstawie na specjalnie dobranym, całkowicie płaskim pniaku o średnicy co najmniej 50 centymetrów (a i takich rozmiarów klocki przyjdzie wam kiedyś rąbać). Bardzo ważne jest z jakiego drzewa pochodzą klocki. Często jest to topola, bardzo przyjemna w rąbaniu. W naszym klimacie jest to najpopularniejsze drzewo przemysłowe z racji najszybszego przyrostu. Drzewo takie osiąga 30 metrów wysokości, mając jednocześnie niewielką średnicę w podstawie (około pół metra). Biorąc pod uwagę, że jeden klocek ma 30 centymetrów wysokości z jednej topoli otrzymamy sto klocków. Ale to są rozważania, którym rębacz powinien oddać się po rąbaniu, a przed wami jeszcze sporo do nauczenia.

   Małe i średnie klocki nie sprawiają raczej problemu, który pojawia się przy okazach o średnicy ponad 40 cm. Praktyka rozpoławiania jest tu dość pracochłonna, ale równie skuteczna. Nie powinniśmy teoretycznie uderzać od razu w środek średnicy klocka, ale najpierw wbić ostrze (którego długość stanowi w takim przypadku 1/3 lub mniej średnicy) na biegunach, naruszając przy odrobinie wprawy i szczęścia strukturę klocka a dopiero potem zaatakować środek. Jednak małoprawdopodobne jest to, aby udało się to za pierwszym razem. Najczęściej siekiera klinuje się w środku klocka (nie krępujmy się w tym momencie przekląć). Zaklinowanie siekiery może się zdarzyć nawet przy najmniejszych okazach. Są tu dwie metody wybrnięcia z sytuacji. Pierwsza to przytrzymanie klocka od strony ostrza jedną ręką a drugą uderzenie w koniec trzonka siekiery. Już po pierwszym siekiera powinna uwolnić się z uścisku (zakładając, że już wcześniej to robiliście). Druga metoda to podniesienie siekiery wraz z klockiem i uderzenie dolną częścią boku klocka o pniak, na którym stał. Powinien odkleić się od ostrza, ale uwaga: może spaść nam na nogi. Obie metody są bardzo skuteczne, ale zupełnie zbędne dla profesjonalisty. Zaklinowało się? Trzeba z tego skorzystać. Chwytamy oburącz siekierę razem z klockiem i unosimy tak, jakbyśmy chcieli zadać kolejne rąbnięcie. W najwyższym punkcie szybkim i sprawnym ruchem palców obracamy siekierę do góry nogami (bądź rozluźniamy na ułamek sekundy uchwyt, wprawiając jednoczeście siekierę w róch obrotowy wokól osi trzonka, ponownie zaciskając uchwyt gdy wykona pół obrotu - piękna sprawa!!), tak że zaklinowane ostrze jest pod klockiem. Obie dłonie kierujemy na sam koniec trzonka, zatrzymując się na zgrubieniu i z całej siły walimy w dół. Tak oto nabijamy klocka na ostrze. Powinien puścić za pierwszym razem. Jeśli nie puścił ponawiamy atak (tyle tylko że teraz nie musimy przekręcać siekiery), ale już nie taki silny. Cała ta sztuczka jest dość niebezpieczna i wymaga sporej tężyzny fizycznej (szczególnie przy dużych klockach, przy których jest diablo skuteczna), samokontroli i dużych zdolności manualnych w operowaniu siekierą. A tego, po tym co już przeszliście nie powinno wam brakować. Nie muszę dodawać, że metoda ta jest niezwykle widowiskowa i daję masę satysfakcji (szczególnie gdy klocek okaże się za ciężki a siekiera uderzy w pniak pod złym kątem, odskakując w stronę naszych kolan [ratujemy się oczywiście podskokiem a nie unikiem w bok lub do tyłu {wtedy oberwalibyśmy po stopach}]). Ryzyko w takich przypadkach jak najbardziej się opłaca. Jednak nawet największe klocki są niczym w porównaniu z klockami sękatymi, które zdarzają się bardzo często. Sęki oczywiście są w miejscach, w których z pnia drzewa wyrastały gałęzie. Nic przyjemnego ...

   Sęki posiada niestety większość klocków. Na szczęście większość tej większości posiada jeden, dwa, może trzy niewielkie sęki. Łatwo jest wtedy rozrąbać klocek, operując ostrzem siekiery wokół sęków. Niestety czasami zdarzają się prawdziwe killery, w których praktycznie sęk jest na sęku. I właśnie umiejętność rozpracowania takich okazów świadczy o klasie rębacza. Pierwsze spotkanie z czymś takim jest bardzo trudne i zwykle kończy się kapitulacją rąbiącego. A wszystko dlatego iż zabiera się do takiego klocka ostro i brutalnie, co jest największym błędem. Okazy takie należy rozpracowywać systematycznie i powoli z nakładem jak najmniejszych środków, w przeciwnym razie szybko opadniemy z sił.

   Jeśli po raz pierwszy spotykasz się z sękatym klockiem przygotuj się na krwawy sport. Jednocześnie zachowaj zimną krew, brak pewności siebie może cię zgubić. Na dodanie otuchy możesz przed przystąpieniem do głównego dania rozrąbać parę malutkich klocków. To na pewno ci pomoże. Teraz zabierz się za sękacza. Nie, nie uderzaj. Przyjżyj mu się uważnie, poznaj rozlokowanie sęków. Ustaw go na pniaku tą stroną do góry, na której jest mniej sęków. Są zapewne na całym obwodzie. Postaraj się jednak znaleźć średnicę klocka, na której nie ma sęków. Jeśli taka nie istnieje wybierz tą z jednym i najmniejszym sękiem. Jeśli taka też nie istnieje zdaj się na intuicję. Spróbuj nawiązać ze swoim przeciwnikiem bliższy kontakt. Jednak nie spoufalaj się zbytnio. Nie chcesz chyba aby męczyło cię potem sumienie, że rozrąbałeś kogoś, kto ci zaufał. Uśpij jego czujność i pozwól, aby się rozluźnił. Gdy będziesz gotowy zadaj cios w punkt na średnicy w zależności od jej długości i obwodu klocka (było to omawiane wyżej). Siekiera zapewne ledwo go draśnie lub nawet odskoczy jakby trafiła na kamień. Nie przejmuj się tym, ponawiaj ataki stopniowo zwiększając ich siłę. Jeśli wybrałeś odpowiednią średnicę klocek powinien częściowo się przed tobą otworzyć (jeśli tak nie będzie znajdź inną lub spróbuj na drugiej podstawie). Od spodu zapewne będą go trzymały jeszcze sęki. Uderzaj rytmicznie w szczelinę aż klocek rozdzieli się na dwie części. Bez problemu powinno się udać. Teraz część o wiele trudniejsza: rozpracowanie połówek. Zgodnie z poprzednią polityką staramy się zlokalizować linię rąbnięcia, na której nie będzie sęków. Jeśli takowej nie będzie (a to jest niemal pewne) rzucamy się nieopamiętale na nieszczęsny kawałek klocka, waląc gdzie popadnie - może się poszczęści. Jednak tej metody raczej nie polecam, gdyż jest bardziej aktem desperacji niż zachowaniem prawdziwego rębacza (choć czasami przynosi lepsze skutki niż metody konwencjonalne). Powinniśmy wbić siekierę najlepiej w środek takiego fragmentu klocka tak, aby się zaklinowała. Nie, teraz nie będzie metody zmiany kolejności omawianej przy dużych klockach. Teraz po prostu walimy obdartym ze skóry (kora powinna całkowicie odpaść w trakcie naszych poprzednich poczynań) klockiem, nadzianym na siekierę, o pniak. Po paru uderzeniach sęk powinien puścić. Przy czynności tej należy zachować szczególną ostrożność gdyż w trakcie uderzeń od klocka mogą odpaść z wielką prędkością małe, ostre fragmenty drewna, na które nasza twarz działa jak magnes (oczywiście magnes nie przyciąga drewna, to taka przenośnia). Poza tym klocek wcale nie musi rozpaść się na boki: często polana, wirujące z prędkością co najmniej dwóch obrotów na sekundę pędzą w stronę naszych nóg. Ratujemy się jak chcemy, każda skuteczna metoda jest dobra. Czynność powtarzamy z pozostałymi częściami klocka. Może się niestety zdarzyć tak, że trafimy na okaz nie do ruszenia. Nie zależy wtedy tego zbytnio brać do siebie a twardziela odłożyć na bok. Będą inni, na nich potrenujemy i wtedy do niego wrócimy.

   Przekazana wam wyżej wiedza powinna wystarczyć do opanowania profesji rębacza w satysfakcjonującym stopniu. Jednak wiele tajników nie zostało tu odkrytych, odkryjecie je sami. Na koniec jeszcze parę uwag z zakresu BHP i dobrego wychowania. Zapewne z początku wasze dłonie będą nękane przez bolesne odciski, spowodowane głównie zbytnim ściskaniem trzonka siekiery. Z czasem dłonie oswoją się i staną odporne i jednocześnie z większą przyjemnością będziesz odczuwał(a) dotyk siekiery, której trzonek po pewnym czasie za sprawą nieustannego polerowania przez twoje dłonie powinien stać się błyszczący, jakby był polakierowany (zakładam, że fabrycznie nie był polakierowany - tylko takie są najlepsze). W związku z tymi początkowymi dolegliwościami możesz pomyśleć o rękawicach. Od razu o nich zapomnij! Przez nie stracisz całkowicie kontakt z siekierą, co może doprowadzić do wypadku. Ochrona reszty ciała jest raczej zbędna. Parę razy oberwiemy polanem czy klockiem po nogach, co skończy się najwyżej na potężnych siniakach lub rozciętej skórze. Z czasem nie będziesz na to nawet zwracać uwagi. Ochrona oczu jest wskazana, ale nie konieczna. Profesjonaliści rąbią obnażeni od pasa w górę, ale to już zależy od osobistych preferencji. Przy dłuższym obcowaniu z siekierą możesz poczuć potrzebę nadania jej imienia. Nie krępuj się tym, to naturalna kolej rzeczy. Jeśli jesteś facetem niech to będzie imię żeńskie, jeśli kobietą - męskie. To pomoże zacieśnić więzi między wami. Trudną decyzją może okazać się kupno drugiej siekiery, która przy pewnych czynnościach będzie niezbędna. Niech obecność dwóch (lub więcej) siekier nie zakłóci stosunków panujących między wami. Nie faworyzuj tej "pierwszej", ale pozostałym także daj szansę. Przy rąbaniu pamiętaj, że polano może się zachować zupełnie inaczej niż tego oczekujesz. Bądź przygotowany na wszystko. Zapewnij sobie odpowiednie miejsce pracy. Najlepiej takie, w którym obie strony pniaka są wolne (na spadające polana) a za nim (przed Tobą) znajdują się klocki przeznaczone do rąbania. Co pewien czas będziesz musiał(a) oddać się niewdzięcznej czynności odrzucenia polan na oddzielną kupkę z boku, gdyż zablokują dostęp do pniaka. Najlepiej abyś miał kogoś kto by się tym (i noszeniem siekier) zajął. Jakiś giermek, albo ktoś taki. Siekiera bardzo rzadko wymaga ostrzenia, które polega na klepaniu ostrza młotkiem na metalowym podłożu. Sam(a) możesz się zaopatrzyć w taki sprzęt lub korzystać z usług specjalistycznych zakładów. Osobiście polecam to pierwsze - więzi między tobą i siekierą jeszcze bardziej się zacisną. Szanuj ją. Bądź przygotowany na to iż ostrze twojej siekiery może pęknąć (praktycznie nigdy się nie zdarza) a trzonek się złamać (też rzadko zaobserwowano). Ostrze niestety jest wtedy do wyrzucenia, ale trzonek można wymienić. Zadbaj o to aby wykonany był z dobrego gatunku drewna. Z czasem zasmakujesz w luksusowych modelach, ale póki co rozwijaj swój warsztat i nie przejmuj się niepowodzeniami. Najwyższy czas zrealizować największe marzenie swego życia! Najwyższy czas zostać rębaczem!

PS. Uważajcie na palce (i przechodniów)!



© 2003-2007 by Ecnelis