Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Agressiva 69 "2·47"
1996 KOCH International



Utwory :
01. "Point of view"
02. "Pure"
03. "Mrówki atakują las"
04. "Geny milczenia (nie pytaj mnie)"
05. "Lokator"
06. "Seed"
07. "Dial-in"
08. "Clinical (missing icon)"
09. "Dark disco"
10. "Trance 12 (demagnetization)"

Hałas wyrwany z rzeczywistości

   Agressiva 69 to jeden z tych zespołów, które bardziej znane są za granicą niż w Polsce, a to przecież "nasi". Ostatnio na szczęście te proporcje się wyrównują. Początkowo zespół kierował się w brzmienia industrialne, dziś jest już bardziej organicznie, ale ciągle bardzo dużą rolę odgrywa elektronika. "2·47" to trzeci (o ile się nie mylę) krążek zespołu, wydany w 1996 roku. Z niego pochodzi utwór "Pure", który był swego czasu sporym przebojem w różnych kręgach. Reszta utworów na "2·47" w sporej części jest równie udana i warta uwagi.

   Na albumie dziesięć pozycji: trzy instrumentalne, trzy po polsku i trzy po angielsku. Instrumentalne to "Dial-in", "Dark disco" i "Trance 12". Najlepiej z nich wypada ten ostatni, będący zgodnie z tytułem transowym utworem z prostym, ale chwytliwym motywem granym na elektronicznym basie. Brzmienie to czyste, przestrzenne elektro. Jeden z najlepszych utworów na albumie. "Dark disco" wypada po prostu szaro, niczym nie przyciągając uwagi, takie tam "łubu-dubu". "Dial-in" to bardziej dźwięk niż utwór. Kompozycja miarowo sapie, pompując jakieś dziwne odgłosy. Spośród polskojęzycznych utworów absolutny lider to "Lokator", mroczna kompozycja z mówionym tekstem i świetnym rozładowaniem atmosfery w postaci wstawki okraszonej soczystymi riffami. Zdecydowanie najlepszy utwór na albumie. "Mrówki atakują las" i "Geny milczenia" mogą być trochę trudne do przetrawienia z racji małosatysfakcjonującej partii rytmicznej i średnich wokali, które są bardziej mową niż śpiewem. Cała reszta jest jednak jak najbardziej godna uwagi. Cztery kompozycje anglojęzyczne to najbardziej przebojowa partia płyty, z "Pure" na czele. Razem z utworem otwierającym album brzmieniowo "Pure" to soczyste, charakterystyczne dla albumu gitary połączone z perkusją płynącą z automatu. Riffy zapadają w pamięć łącznie z chwytliwą melodią. "Seed" jest trochę dyskotekowe, ale równie przebojowe co dwie wspomniane wcześniej kompozycje. "Clinical" niestety nie wnosi niczego nowego, męcząc szybkim podkładem i wolną melodią.

   Najsłabszą stroną Agressivy 69 na "2·47" są zdecydowanie wokale (te najlepiej wypadają w "Lokatorze", "Seed" i "Pure"). Wokalnie udziela się aż trzech członków zespołu: Bogusław Pezda (autor wszystkich tekstów) - "Point of view", "Pure", "Lokator", "Clinical", Tomasz Grochola - "Mrówki ..." i "Geny milczenia" oraz Robert Tuta - "Seed". Najmniej do gustu przypadł mi głos drugiego pana jak i utwory przez niego wykonywane. Angielski Bodka też mógłby być lepszy. Tuta bez zarzutów. Na szczęście dziś zespół ma już te problemy za sobą. Najmocniejszą stroną "2·47" jest oczywiście brzmienie, oscylujące między industrialem a darkwavem. Gdzie trzeba są gitary, gdzie trzeba jest więcej subtelnej, choć momentami trochę zbyt nachalnej elektroniki. Jeden z najlepszych polskich albumów w tej kategorii. Oczywiście powstała także jego angielska wersja, w której "Mrówki ..." to "The forest is destroyed by ants" a "Geny milczenia" to "Don't check me". W wersji tej także "Trance 12" ubrano w wokale, co jest zabiegiem conajmniej dyskusyjnym.



© 2003-2007 by Ecnelis