Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Moonspell "The butterfly effect"
1998 Century Media Records




Utwory :
01. Soulsick
02. Butterfly FX
03. Can't bee
04. Lustmord
05. Selfabuse
06. I am the eternal spectator
07. Soulitary vice
08. Disappear here
09. Adaptables
10. Angelizer
11. Tired
12. K
13. O mai de Cristo

Dziwny rodzaj energii

   Pięcioosobowy zespół pochodzący z Portugalii powszechnie zaliczany jest do nurtu metalowego, co patrząc na niektóre utwory może budzić wątpliwości, jednak w większości przypadków należy przychylić się tej opinii. Brzmienia metalowe często są tu ozdabiane wieloma przeskadzajkami i elektroniką. Także nie zawsze należy się spodziewać mocnego wokalu i dość często zdarzają się utwory śpiewane "ludzkim głosem". Na albumie "The butterfly effect" zdecydowanie jednak przeważają te pierwsze, co może czynić płytę jedynie trudniej dostępną ale nie mniej udaną i interesującą. Moonspell z powodzeniem czerpie z wielu źródeł, przemycając inspiracje do własnej muzyki - zespół charakteryzuje się własnym brzmieniem i oryginalnością, czego dopełnienem są świetne kompozycje. Dzieje się tu naprawdę wiele i co najważniejsze naprawdę dużo tu melodii i to takich zapadających w pamięć. Za przykład może posłużyć tu już drugi utwór - "Butterfly FX" - z banalnym, ale uzależniającym refrenem, z którego bije masa energii. Dużo spokojniej (także w strefie wokalnej) jest przy utworze trzecim, najdłuższym w całym zestawie - "Can't bee". Jest to zdecydowanie najpiękniejszy fragment albumu z mocnym, bujającym, instrumentalnym refrenem pasującym bardziej do art rocka czy roka progresywnego niż metalu, choć jest dość ciężko. Po paru przesłuchaniach dobrowolnie stajemy się niewolnikiem tej kompozycji. Jeśli chodzi o zawartość pierwiastka piękna to "Can't bee" nie ma na "The butterfly effect" konkurencji, która może pojawić się dopiero przy nominacjach do najlepszego utworu na albumie. A w tej kategorii wagowej na linii startu można postawić jeszcze "Butterfly FX", któro poznaliśmy wcześniej oraz "Tired" ze świetnym refrenem i chóralnymi elementami klasyki. Choć gdyby dłużej się zastanowić takie zawody pozbawione są większego sensu, ponieważ album jest bardzo równy i nie ma po prostu słabych punktów, co najwyżej słabsze (nijakie "Adaptables"). Tym samym na linii startu trzeba by jeszcze postawić motoryczne "Soulitary vice", dość niezydentyfikowane w strefie rytmicznej i wyciszone wokalnie "Disappear here" czy dyskotekowe (o ile można tak powiedzieć) "I am the eternal spectator"... I tak po chwili mielibyśmy tam wszystkie utwory, także kończące całość, delikatne, istrumentalne "K" dające pozbierać myśli i odpocząć od sporej dawki hałasu, energii i specyficznego klimatu.
   Na szczególną uwagę zasługuje oprawa pozamuzyczna albumu. Płyta zapakowana jest bardzo gustownie a w środku oprócz tekstów do utworów znajdziemy także krótki wykład na temat zjawiska zwanego "efektem motyla". Niestety barierą w zgłębieniu tajemnic nauki jest tu język angielski, który w takich przypadkach okazać się może nie takim łatwym jak myśleliśmy. Po wyciszeniu ostatniego utworu na słuchacza po paru chwilach ciszy czeka jeszcze niespodziewane siedem minut dźwięków (niestety po lekturze tej recenzji nie będą już takie niespodziewane), których pochodzenie jest dość zagadkowe. Album w wielu miejscach jest naprawdę porywający i śmiało można go polecić nie tylko miłośnikom metalu!



© 2003-2007 by Ecnelis