Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Martin Lee Gore "Counterfeit EP"
1989 Mute Records



Utwory :
01. Compulsion
02. In a manner of speaking
03. Smile in the crowd
04. Gone
05. Never turn your back on mother Earth
06. Motherless child

Daj mi słowa, które nie powiedzą mi nic

   Tuż przed pojawieniem się albumu zespołu Depeche Mode, który odniósł największy światowy sukces ("Violator") na rynku muzycznym pojawił się solowy minialbum Martin'a Lee Gore'a, autora niemal wszystkich utworów zespołu. Jednak mimo niewątpliwego talentu na solowy projekt pan Gore nie napisał ani jednego utworu, na warsztat biorąc kompozycje artystów bliskich jego sercu i przerabiając je po swojemu. Wśród nich znaleźli się wykonawcy, o których wcześniej nie musieliśmy słyszeć a nawet prawie na pewno nie słyszeliśmy. Są to w kolejności kompozycji: John Crow, Tuxedomoon, Durutti Column, Comsat Angels oraz Sparks. Martin wykonuje tutaj także jedną pieśń ludową: "Motherless child".
   Wydawać by się mogło iż brzmieniowo album pozostanie blisko macierzystego zespołu. I tak teoretycznie jest, brzmienie jest jak najbardziej elektroniczne, czasami wspomagane czymś bardziej organicznym. Bardzo dużo w nim ciepła, już od początku panuje tu niemal świąteczna atmosfera tak że aż czuć to w powietrzu. A przy wzruszającym, rozkręcającym się "Never turn your back on mother Earth" (utwór był nawet grany na minitrasie w 2003 roku, promującej drugi solowy album Martin'a "Counterfeit 2" oraz na For The Masses Tour, promującym album Depeche Mode "Music for the masses" w 1988 roku) z odgłosami jak z pozytywki wszystko zamienia się w przepiękną bajkę, która mimo tylko dwudziestu pięciu minutek pozwala przejść po tęczy emocji stopniowanej przez drżący wokal i oplatające ze wszystkich stron znakomicie dobrane dźwięki. Obok tej kompozycji największe wrażenie robi "In a manner of speaking" - niepokojące w brzmieniu, łagodne w nakładających się na siebie partiach wokalnych, miażdżące, piękne. I miażdżące oryginał, podobnie jak reszta "podróbek" ('counterfeit' to po angielsku podróbka), pozostawiących daleko w tyle swoje pierwowzory. W otwierającym epkę "Compulsion" jednostajny rytm i uderzenia w akordy są tłem dla ciągnącej się i wciągającej melodii. "Smile in the crown" z uderzeniami pełnymi pogłosu i dźwiękami strun brzmi najbardziej akustycznie ze wszystkich czterech utworów i chyba jest najmniej ciekawym z nich. Zupełnie inaczej jest z dynamicznym "Gone", sumiennie pędzącym do przodu aby na minutę przed końcem jeszcze bardziej zyskać na niesamowitej mocy. Potem już do końca spokojnie. Przy ostatnim "Motherless child" można mieć Martin'owi za złe, że w pewnym momencie wyciąga tak strasznie wysoko, co może się nie spodobać bardziej wrażliwym. Szkoda, że to wszystko trwa tak krótko, ponieważ jest naprawdę wyjątkowe, przesączone specyficznym nastrojem święta, jak sen i emanuujące ogromnym zaangażowaniem twórcy. Tą muzykę przeżywa się dogłębnie.



© 2003-2007 by Ecnelis