Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Various Artists "Off: Sound"
2003 Big Blue Records



Utwory :
01. Clan Of Xymox "There's no tomorrow (Fading Colours remix)"
02. Suicide Commando "Jesus Wept"
03. Diary Of Dreams "The Course"
04. L'ame Immortelle "Tiefster Winter"
05. Terminal Choice "Animal (Hoccico mix)"
06. Umbra Et Imago "She Is Calling"
07. XIII Stoleti "Karneval"
08. Eve Of Destiny "Nervous and innocence"
09. Immunology "Ginger"
10. Garden Of Delight "From the ashes of angels"
11. Variete "Z mózgu do gongu"
12. CD-ROM Track: Umbra Et Imago "Milch" MPEG Video

Zamkowe Party w wydaniu studyjnym

   Składanka "Off: Sound" to zestaw utworów wykonawców, którzy wystąpili na tegorocznym, dziesiątym już Castle Party na zamku w Bolkowie, które miało miejsce w dniach 26-27 lipca. Niestety na Castle Party nie byłem, ale miałem przyjemność obcować ze składanką pochodzącą z tej imprezy. Znalazło się na niej jedenastu wykonawców, wśród których poza artystami rodzimymi znaleźli się reprezentanci Niemiec (Umbra Et Imago, Diary Of Dreams, Terminal Choice), Czech (XIII Stoleti, Immunology), Austrii (L'ame Immortalle) a nawet Japonii (Eve Of Destiny). Muzyka przez nich prezentowana to w większości klimaty elektroniczne, ale nie tylko ...

Clan Of Xymox "There's no tomorrow (Fading Colours remix)"
Remix w wykonaniu Fading Colours brzmi soczyście i nowocześnie. Jak to z remiksami bywa utwór ma charakter dość dyskotekowy, ale w granicach rozsądku. Wokalistę natura obdarzyła ciekawym głosem, który wspomogło trochę przepuszczenie przez efekty. Jak na początek w sam raz, nic powalającego, ale bardzo interesujące. Szkoda tylko, że Fading Colours nie wystąpiło tu z własnym utworem.

Suicide Commando "Jesus Wept"
Dzień nie jest porą dla tej kompozycji, oferującej elektroniczne doznania w cięższym wydaniu. źwietnie sprawdza się po zmroku. Wokalista odwala kawał dobrej roboty, szczególnie wcielając się w poszukiwacza Boga ("God, where are you ?!?!"), niemal wypruwając z siebie flaki wśród charkotów. Można być autentycznie przestraszonym.

Diary Of Dreams "The Course"
Czysta elektronika w lekkim wydaniu ze znamionami przeboju, choć brakuje mocnego refrenu, którego rolę spełnia powtarzanie "The Course !" z syntezatorowym, prostym a przez to genialnym plumkaniem w tle. I ten niemiecki angielski. Utwór cały czas idzie do przodu, rozwijając partie wokalne. Nie można się go pozbyć z głowy.

L'ame Immortelle "Tiefster Winter"
Elektronika przechodzi do tła a na pierwszym planie gitary i bogate zdobienie smyczkami. Do tego niemieckojęzyczne wokale w wykonaniu pani o słodkim, ale silnym głosie. W międzyczasie dołącza się wokalista z dość "bulgoczącym" śpiewem, któremu bliżej raczej do rapu. Refren znakomity, rytmiczny, mógłby trwać w nieskończoność. Zima, zima, ja chcę zimy !!

Terminal Choice "Animal (Hoccico mix)"
Remix tak typowy jak tylko można to sobie wyobrazić. Choć są tu też elementy, które mogą zwrócić uwagę, ale jest ich skąpa ilość. Warstwa tekstowa utworu w połączeniu z nieprzyjemnym wokalem, doskonale odzwierciedlającym treść może zniesmaczyć ("I don't want you, and I don't need you but I'll fuck you like an animal."). Piąty utwór i dopiero pierwszy (mały) minus dla składanki ...

Umbra Et Imago "She Is Calling"
... i drugi. Kto dał temu facetowi mikrofon?!? Oto dlaczego Niemcy nie powinni śpiewać po niemiecku, ba tu to jest raczej mówienie niż śpiewanie. W dodatku trwa to ponad siedem minut. Na szczęście warstwa instrumentalna jest jak najbardziej poprawna a nawet udana.

XIII Stoleti "Karneval"
A tu coś zupełnie innego. Tradycyjne, trochę oldschool'owe riffy gitarowe i jak najbardziej żywa perkusja. Tak na marginesie to jedyny zespół w zestawie, który wcześniej znałem nie tylko z nazwy. Czesi naprawdę dobrze grają i "Karneval" to potwierdza, szczególnie w drugiej części, z melodyjnym motywem o zamkniętych bramach zamku (o ile dobrze rozumiem tekst). Kończy się wyciszającą się solówką na dwie gitary, której niestety dużo brakuje aby wzbudzić zachwyt.

Eve Of Destiny "Nervous and innocence"
A oto reprezentanci Japonii. Słychać to już przy pierwszym wydaniu dźwięku przez wokalistę. I jeśli inni też tak grają to dlaczego ich tu jeszcze nie ma? Może nie jest to nic odkrywczego, ale jest to naprawdę kawał dobrej roboty, tylko że powinien trwać dobre półtorej minuty krócej, bo po czwartej minucie nie można się doczekać końca. Jest to efektem nasilającej się tendencji utworu go elektronicznej młocki, która na szczęście nie następuje.

Immunology "Ginger"
Swojsko brzmiący tytuł kryje coś naprawdę ciekawego, osadzonego w mrocznych klimatach. Delikatnie wykrzyczana zwrotka a języku angielskim męskim głosem kontrastuje z chwytającym refrenem śpiewanym przez wokalistkę w jakimś dziwnym języku. Uroda refrenu zalatuje orientalnymi klimatami, które podłożone są dziwnymi, elektronicznymi odgłosami, podobnie jak zwrotka. Niestety zwrotka znacznie ustępuje refrenowi. Szkoda, że trwa to tylko trzy i pół minutki, bo refren mógłby trwać w nieskończoność (gdzieś już to słyszałem).

Garden Of Delight "From the ashes of angels"
Delikatne jak poranna rosa i piękne jak zachód słońca. Oszczędnemu brzmieniu i prostemu motywowi granemu na gitarze i syntezatorom w tle towarzyszy wzruszająca melodia, urzekająca w każdej swej części. Szkoda tylko, że wokale sprawiają wrażenie trochę sztucznych, stylizowanych na Iggy'ego Pop'a z "TV screen". Ale to nic. Znakomita, urzekająca kompozycja, autentyczna dawka magii.

Variete "Z mózgu do gongu"
Podobnie jak z Umbra Et Imago: instrumentalnie całkiem, całkiem, natomiast wokalnie fatalne. Jedyny utwór po polsku, ale po takiemu polsku, jakiego po prostu nie można słuchać. Wysapane, wystękane słowa, takim głosem że aż boli głowa.

CD-ROM Track: Umbra Et Imago "Milch" MPEG Video
Ostrzeżenie na okładce: dozwolone od lat 18. I rzeczywiście, niestety. Video jest zapisem z występu zespołu na żywo. Jeśli chodzi o utwór to można napisać to samo co przy "She Is Calling", tylko że jest jeszcze gorzej. Całość występu uświetniono erotycznym show w wykonaniu dwóch pań, do których w pewnym momencie dołączył się wokalista zespołu, ubrany i wymalowany w zupełnym oderwaniu od muzyki. A wszystko w złym smaku, choć publiczności chyba się podobało. Mi - nie!

   Po wysłuchaniu materiału na "Off: Sound" w głowie kołaczą się tylko dwie myśli. Pierwsza: niech Niemcy śpiewają po angielsku i druga: ja chcę na Castle Party!! A póki co to po raz kolejny wciskamy play (pomijając pozycje 6 i 11) ...



© 2003-2007 by Ecnelis