Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Placebo "Without You I'm Nothing"
1998 Elevator Music LTD.




Utwory :
01. Pure morning
02. Brick shithouse
03. You don't care about us
04. Ask for answers
05. Without you I'm nothing
06. Allergic (to thoughts of Mother Earth)
07. The crawl
08. Every you every me
09. My sweet prince
10. Summer's gone
11. Scared of girls
12. Burger queen

Drugi łyk placebo

   W dwa lata po debiucie zespół Placebo, którego tworzą Brian Molko (lider, autor niemal wszystkich tekstów i muzyki zespołu), Stefan Oldsdall (gitara) i Steven Heweet(perkusja), wydał swój drugi album zatytuowany "Without you I'm nothing". Jego wkładka zawiera między innymi zdjęcie zespołu pałaszującego hamburgery i fragmenty tekstów a sam album tworzy dwanaście utworów, w tym tytułowy. Przysłuchajmy się kompozycjom po koleji ...
• "Pure morning" - utwór rozpoczyna się świetną, motoryczną gitarą i równie dobrą partią rytmiczną. Z czasem wszystko się jeszcze trochę rozwija i po prostu hipnotyzuje. Nic dziwnego, że utwór ten stał się swoistym hymnem i znakiem rozpoznawczym zespołu, będąc jednocześnie sporym przebojem. Zarówna zwrotka jak i refren mimo prostoty melodii mają w sobie magię dającą radość ze słuchania. Ale byłyby one niczym bez wokalu Briana. A na końcu jeszcze taka fajna, "podskakująca" gitarka. Ocena: 9.
• "Brick shithouse" - zaczyna się to dziwnymi dźwiękami łącznie z jakimiś radiowymi wokalami, które pojaiwją się jeszcze potem w refrenie. Szybkie tempo i niewyczuwalna melodia wpływają na utwór raczej negatywnie i przez to momentami chciałoby się, aby już się skończył. A on trwa i trwa. Ocena: 5.
• "You don't care about us" - trochę podobne do poprzednika, tylko że odrobinę wolniejsze i o wiele barziej melodyjne. Brzmieniowo utwór typowy dla zespołu. Refren mógłby być chyba lepszy. Ocena: 7.
• "Ask for answers" - Rozpoczyna się cicho, jest miło i spokojnie, wreszcie mały odpoczynek. Całkiem ładne, ale nie porywające. Doskonale przygotowuje do tego, co ma wydarzyć się za chwilę, choć mogłoby być trochę krótsze. Ocena: 6,5.
• "Without you I'm nothing" - no i ścięło z nóg. Znakomity utwór, tytułowy z resztą. źwietna gra gitary od samego początku i ponownie ten hipnotyzujący klimat. Wokalizacja tykania zegara przypomina trochę to z "Drive" R.E.M., jednak jest bardziej rozwinięta. Utwór ten istieje także w wersji w duecie z David'em Bowie, który znalazł się na amerykańskiej edycji albumu (gdzie jako bonus trafiła przeróbka "I feel you" Depeche Mode). Utwór spokojnie mógłby przejść już dziś do historii muzyki. Ocena: 10.
• "Allergic (to thoughts of Mother Earth)" - połączone w jedność ze swym poprzednikiem tak, aby nie dać odetchnąć. Bardzo trafny to zabieg, bo nie ma ciszy podczas której naszą myśl odwiedziłaby chęć opnownego odsłuchania piątego utworu. Ale ta chęć i tak nas dopadnie, tylko że będzie tyczyła się całego albumu. A utwór szósty? Dość ciekawy, ale czegoś mu brak. Ocena: 7.
• "The crawl" - świetna gitara prowadząca, subtelna gra pekusji oraz spokojny i wyciszony wokal tworzą bardzo intymny klimat, który będzie się jeszcze zagęszczał w kolejnych utworach. Do wzruszającego piękna naprawdę niewiele brakuje. Ocena: 8,5.
• "Every you every me" - i kolejny hicior. Nic dodać, nic ująć. Utwór jednolity, ale właśnie na tym polega jego siła. Ocena: 9.
• "My sweet prince" - rozpoczyna się trochę zniechęcającym, nagim "bum, cyk, cyk", któro jest nieźle doładowane basowo. A później jest po prostu coraz piękniej i smutniej. Ocena: 9.
• "Summer's gone" - gitara rozpoczynająca tą kompozycję jakoś tak kojaży mi się z country. Na szczęście tylko ona. Utwór jakiś taki nijaki. W ogóle nie zapada w pamięć, ale mimo to miło się słucha. Ocena 6,5.
• "Scared of girls" - fajnie się zaczyna, ciężką gitrą i uderzeniami perkusji. Zdecydowanie najcięższy brzmieniowo utwór na albumie. Kończy się tak samo nagle jak się zaczęło. Niestety nie zachwyca. Ocena: 5,5.
• "Burger queen" - i na koniec coś ślicznego i uspokajającego. Brzmieniowo bardzo przypomina "The crawl", ale jest szybsze i weselsze, choć równie wzruszjące. Ocena: 8,5.
   Placebo tym albumem dobitnie udowodnili, że nie dotyczy ich 'syndrom drugiego albumu', choć gdyby usłyszeć tylko "Brick shithouse" czy "Scared of girls" można by być innego zdania. Dzieło jest spójne i dość jednorodne, przez co momentami wkrada się w nie monotonność, ale za taki jeden utwór jak "Without you I'm nothing" jesteśmy w stanie zespołowi wybaczyć wszystko, a trochę tego tu jest ...



© 2003-2007 by Ecnelis