Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Paradise Lost "Draconian times"
1995




Utwory :
01. Enchantment
02. Hallowed land
03. The last time
04. Forever failure
05. Once solemn
06. Shadowkings
07. Elusive cure
08. Yearn for change
09. Shades of god
10. Hands of reason
11. I see your face
12. Jaded

Nie wiem co znaczy przepraszam, byłem przepraszany całe życie

   Album ten to w karierze zespołu, powstałego w toalecie jednego z klubów w Yorkshire, ostatni przystanek przed śmielszym wpuszczeniem elektroniki między ciężkie gitary (której tu przemycono niezbędne minimum) i złagodnieniem wokalu, choć tu już wokale nie są tak mordercze jak te w początkach Paradise Lost, po których praktycznie nie zostało śladu. Zespół mający już ugruntowaną pozycję w metalowym świecie po czterech poprzednich albumach i wypracowane sobie tylko charakterystyczne, ciągle ewoluujące brzmienie mógł tylko jeszcze lepiej zrobić to, co robił dotychczas. I zrobił to znakomicie...
   Dwanaście utworów dających prawie pięćdziesiąt minut ciężkiej, rytmicznej i nasączonej klimatem muzyki zamknięto ta piątym krążku Brytyjczyków. Mimo iż zaczyna się delikatną partią klawiszową już od drugiej minuty rozciąga się gitarowa gorączka powoli trawiąca rosnącego w zadowolenie słuchacza. Nie ma tu ani szaleńczo goniących do przodu kompozycji ani tym podobnych solówek gitarowych. Wszystko umieszczono w bardziej spokojnej rytmice, za którą podąża i melodia i sapanie gitar nie oszczędzanych na solówkach, z których naprawdę trudno wybrać tą najpiękniejszą. Nie można zapomnieć o głosie Nicka Holmsa, który tu nie brzmi tak jak w początkach zespołu i którego także w tej formie na nowych albumach raczej wiele nie ma. Silny, nie pozostający pod tym względem dłużny gitarom w pełni oddaje nastrój i charakter utworów. Gdy trzeba łagodnieje aby za chwilę uderzyć z mocą a potem znowu złagodnieć. Co dziwne o utworach na albumie śmiało można powiedzieć, że są... przebojowe, choć nie trafią do szerszego grona słuchaczy i nie będą grane przez rozgłośnie promujące raczej lżejsze brzmienia, co z pewnością by im nie zaszkodziło. Bez większego wysiłku przy większości utworów możemy sobie pozwolić na wspomaganie wokalisty. Najsłabsze w zestawie wydaje się "Once solemn", będące jednocześnie jaskrótszą i najszybszą kompozycją. Zapewne te czynniki eliminują utwór z dyskusji w kategoriach uwielbienia, choć refren jest jak we wszystkich pozostałych przypadkach chwytliwy. Za to w takiej dyskusji śmiało można postawić na poruszające "Forever failure", kompozycję po prostu znakomitą i to nie tylko na tym albumie, ale jedną z najlepszych wśród wszystkich dokonań Paradise Lost. Począwszy od intra brzmiącego jak fragment starego przemówienia radiowego, przez następujące zaraz po nim potężne uderzenie bębnów, gitar i wokalu w jednych punkcie oraz spokojny refren aż po brzmiącą go końca, rozległą solówkę utwór po prostu wgniata i robi duże wrażenie. Tym samym następujący po nim "Once solemn" nie ma najmniejszych szans w walce o słuchacza. Poza tym utworem album praktycznie nie ma słabych punktów, choć zdecydowanie zabrakło mu czegoś co możnaby nazwać nowoczesnością i co można znależć na późniejszych płytach głównie dzięki elektronice. Zabrakło także większego zróżnicowania, dla początkującego słuchacza wszystkie utwory na "Draconian times" będą na pewno bardzo do siebie podobne, co nie jest winą tylko jego ucha ale także jednolitości brzmienia tej muzyki. Mimo tego małego ograniczenia zespołowi nie zabrakło pomysłów i bardzo udanych, wciągających kompozycji, które złożyły się na jeden z najlepszych albumów w jego karierze...



© 2003-2007 by Ecnelis