Dodaj do ulubionych
Recenzje płyt
Porcupine Tree "Lightbulp Sun" Special Edition
2002 Snapper Music



Utwory :
01. Lightbulp sun
02. How is your life today ?
03. Four Chords that made a million
04. Shesmovedon
05. Last chance to evacuate planet Earth before it is recycled
06. The rest will flow
07. Hatesong
08. Where we would be
09. Russia on ice
10. Feel so low
Bonus CD :
11. Buying new soul (edit)
12. Pure narcotic (edit)
13. Tinto brass (live)
14. Piano lessons - video

Słońce jest żarówką a świeca zabawką ...

   Zapdł zmrok i zapalam świece wśród lasu z jeżozwierzowych drzew. I idę oglądać TV z łóżka, wkładając do usł słodycze popijane napojem, które utulą mnie do snu. We śnie przyjdzie mój najlepszy przyjaciel i spojrzy na mnie. Moja głowa będzie pulsować i będę śnił o lepszym jutrze. A w tym czasie powietrze rozrzedzi się i wypełni je dym, który wygoni ze mnie chorobę. Nad ranem obudzą mnie hałasy z ulicy i muzyka. Jaka ?
   Zespół Porcupine Tree działa od początku lat dziewięćdziesiątych. Tworzą go: Steven Wilson, sprawujący tu rządy niemal totalne, autor tekstów, kompozytor, multiinstrumentalista i oczywiście wokalista, Richard Barbieri operujący wszelkiego rodzaju klawiaturą, Colin Edwin wyprawiający cuda na basie i bębniący Gavin Harrison, który w zespole jest dopiero od najnowszego albumu "In apsentia", który ukazał się w Polsce w styczniu tego roku. "Lightbulb sun" to dziewiąta studyjna pozycja w dorobku grupy. Tu na perkusji gra jeszcze Chris Maitland, który także udziela się w chórkach. Nie trzeba dużo czasu, aby zakochać się w tej muzyce i stać się jej niewolnikem. Wystarczy tylko chwila uwagi ...
   Album tworzy dziesięć utworów w większości połączonych ze sobą. Całość otwiera utwór tytułowy, rozpoczynający się delikatną gitarą, fortepianem i wokalem, które później, uciekając przed zgrabną perkusją przeobrażają się w coś ostrzejszego, szczególnie w refrenie, gdzie wokal rozrywa gitarowy riff. Obraz ten kończą odgłosy z dziecęgo placu zabaw, po czym Steven wyraża zainteresowanie naszym życiem - "How is your life today ?". Brzmienie tego utworu (najkrótszego na albumie) może początkowo trochę razić, ale właśnie na grającym tu fortepianie i dość wysoko zaśpiewanym tekście polega jego dyskretny urok. Po tym chwila ciszy i mamy przyjemność wysłuchać prawdy o przemyśle muzycznym ("Four chords that made a million"). Utwór rozpoczyna się świetną gitarą i tą świetność utrzymuje aż do samego końca (był to singiel promujący album). Po nim następuje przepiękne pięć minut w postaci utworu "Shesmovedon", napędzanego magiczną perkusją i basem, które w połączeniu z całą resztą tworzą niesamowity klimat. Refren po prostu wyciska łzy. Jest to na pewno najbardziej przebojowa kompozycja na płycie (i drugi singiel), ale nie należy brać tego dosłownie. Gdy już wybrzmi druga zwrotka (znacznie ostrzejsza brzmieniowo niż pierwsza) i utwór się wycisza następuje prawie dwuminutowa, niesamowita solówka gitarowa, która przypomina nam iż nadal mamy do czynienia z prograsywnym graniem w najczystszej postaci. Po prostu coś pięknego. Po czymś takim kolejny utwór na albumie ("Last chance to evacuate planet Earth before it is recycled") robi raczej małe wrażenie, będąc jedną ze słabszych (nie słabych) kompozycji. Za to po tym mamy przyjemność usłyszeć najweselszy klimatycznie utwór na albumie - "The rest will flow". Uśmiech sam ciśnie się na twarz. Lecz potem znika pod wpływem jeżozwierzowego antidotum na wszelkie piosenki miłosne - "Hatesong". Obok "Russia on ice" to najmroczniejsza kompozycja płyty. Niepokojące osiem minut, po których odzywa się park i w tym parku w promieniach słońca dane jest nam porozmawiać o przyszłości ("Where we would be"). Delikatny utwór i ponownie urzekająca solówka, tylko że tym razem znacznie delikatniejsza. W końcu opuszczamy park i ...
   Nagle staje się zimniej. W powietrzu słychać świst wiatru, który na twarzy maluje mroźne rumieńce. źwiat wydaje się zupełnie obcy. Wszechobecny staje się niepokój a na oczy spływa mrok. Poruszamy się po omacku odurzeni alkoholem i otuleni szalem zbłąkanych myśli. Rosja wypala w zlodowaciałych nas dziurę. Chcielibyśmy ucieć, ale kroki się ślizgają. Wszystko spada w dół i rozbija się od ziemię. Nienawiść. Pusty ocean, zamarźnięta woda, dziwne ruchy, dziwne znaki. Tak zimno, że nie można niczego stopić. A Rosja wypala w zlodowaciałych nas dziurę. Serce przyspiesza, rozum mówi, aby uciekać. Dziwne stwory wyciągają do mnie ręce. Biegnę przed siebie, nie oglądając się. Zapadam się w śniegu i kaleczę twarz popękanym lodem. Narasta ból i wszystko dookoła chce go tylko pogłębić. Nagle cisza, padam po raz kolejny na twarz. W dali dzwon kościelny. Podnoszę twarz - drzewa, słońce. Wstaję i idę powoli. Staję na chwilę i patrzę wstecz. Nie ma nic, wielka, czarna dziura ...
   Tak, po wysłuchaniu trzynastominutowego "Russia on ice" nic już nie jest takie jak przedtem. Rewelacyjna kompozycja, powalająca na kolana. Po niej słyszymy jeszcze przepiękne i smutne "Feel so low", wyciszone, spokojne. Koniec, rozłąka, łzy ...
   Razem te 56 minut dźwięku tworzy coś niesamowitego, zniewalający klimat, przesączony smutkiem i niepokojem. Mimo tego iż dwa utwory troszeczkę odstają w dół od reszty całość jest po prostu znakomita. "Lightbulb sun" to niewątpliwie jeden z najlepszych albumów Porcupine Tree. Potwierdzają to wyniki plebiscytu na najpiękniejszą kompozycję Porków, jaki zorganizowano w Trójce w audycji Noc Muzycznych Pejzaży (w każdy piątek od 2:00 w nocy do 6:00 nad ranem - polecam !!!) Piotra Kośińskiego (który znajduje się wśród osób wymienionych w 'special thanks to' na "Lightbulb sun") z okazji trzech koncertów zespołu w Polsce (które miały miejsce w dniach 8-10 kwietnia): wygrał utwór "Russia on ice", "Shesmovedon" było czwarte a "Buying new soul" (o nim za chwilę) piąte.
   Ale na tym wcale nie koniec. Edycja specjalna zawiera także dodatkową, darmową płytę, zawierającą trzy utwory oraz sekcję enhanced CD, ale o niej później. Całość zapakowano w tektórowe opakowanie i umieszczono w pudełku na dwa CD. Niestey książeczka jest wykonana z matowego papieru, co wydaje się trochę niezrozumiałe, gdyż w pierwotnej wesji "Lightbulb sun" wykonana była ze śliskiego papieru. A co jest najdziwniejsze to to, że wersja dwupłytowa jest tańsza od jednopłytowej (ale to nie odosobniony przypadek). Pierwszym utworem na bonusowym krążku jest "Buying new soul", z powalającym refrenem, który po prostu wgniata w ziemię. No i ta młocka pod koniec - cudo przez duże C!! Niestety utwór znajduje się tu w skróconej wersji, trwającej tylko sześć minut. Pełna wersja twa ponad dziesięć i znalazła się na albumie "Recordings" (niepublikowane utwory z lat 1998-2000), który ukazał się w 2001 roku. Aż trudno uwierzyć, że taki utwór nie trafił na regularny album zespołu. Drugi bonusowy utwór to "Pure Narcotic" w wersji singlowej, który znalazł się pierwotnie na albumie "Stupid Dream". Utwór całkiem przyjemny. Trzecia kompozycja to koncertowe wykonanie (na Uniwersytecie Southampton) instrumentalnej kompozycji "Tinto brass", która w wersji studyjnej występuje także na "Stupid dream". Mimo iż to wersja koncertowa nie usłyszymy tu ani jednego (!?!?) oklasku. A sam utwór jest dość ciekawą, pulsującą podróżą telefoniczną z niespodziewanym końcem. I wydawałoby się, że to już absolutnie wszystko, ale są tu jeszcze ukryte dwie minuty myzyki. Jest nimi piękna partia smyczkowa wycięta z "The rest will flow". Coś w sam raz na rozpoczynanie każdego poranka.
   Na drugim krążku znajduje się 92,2 MB stuff'u, zwanego popularnie sekcją enhanced CD. Jej lwia część to teledysk do "Piano lessons" (78,6 MB), niezwykle energetyzującego utworu, który był singlem promującym album "Stupid dream". Teledysk zrobiony jest trochę w konwencji niemego filmu - osoby w nim występujące trzymają kartki z napisami opisującymi aktualną część utworu (np. chorus) bądź coś innego. Poza zespołem występują tu także inne, dość dziwne postacie. Najbardziej charakterystyczną z nich jest człowiek w skafandrze ochronnym, prasujący płytę CD, którego widzimy także w innych sytuacjach. A sam motyw prasowania kompaktu jest po prostu rewelacyjny. Jak i cały teledysk, trwający tylko trzy i pół minuty. Ocena: 9, podobnie jak i całego albumu. Video jest w formacie mov (Quick Time), który nie sprawia najmniejszego problemu, zwłaszcza że na płycie znajduje się także odtwarzacz. Klip można otworzyć "na goło" jak i za pomocą programu, który poza teledyskiem oferuje także małą galerię progresywnych zdjęć zespołu a także oficjalną dyskografię grupy i przydatne adresy internetowe. Wszystko działa szybko i poprawnie. Szczególnie dyskografia jest tu rzeczą bardzo przydatną.
   Jeśli myśląca muzyka (jak określił ją Steven Wilson) jest dla Ciebie najlepszym pokarmem dla ducha i właśnie odczuwasz głód to album "Lightbulb sun" Porcupine Tree na pewno będzie Ci pożywieniem na długie dni, miesiące i lata. Jest to album, obok którego nie można przejść obojętnie, nawet jeśli nie jest się specjalnym miłośnikiem szeroko rozumianego rocka progresywnego.



© 2003-2007 by Ecnelis