Dodaj do ulubionych
Dinozaury nie wymarły? Część II
   Gadzie stwory przypominające rozmiarami, wyglądem i zachowaniem dinozaury wymarłe przed milionami lat nie dają spkojnie spać wielu naukowcom już od lat a nawet i wieków. Jednym z racji ich konserwatyzmu, nie pozwalającego przyjąć do wiadomości że mamy do czynienia z jakiś nieznanym gatunkiem bądź, co gorsza, zwierzęciem uznanym za wymarłe miliony lat temu, a drugim z racji ich chęci zobaczenia na własne oczy takiego stwora, pochwycenia go i definitywnego zaprzeczenia czemuś co dotychczasowa nauka podawała za fakty. Mimo iż ta pierwsza grupa wydaje się liczniejsza ta druga nie daje za wygraną. Coraz popularniejsza staje się kryptozoologia, zajmująca się poszukiwaniem zwierząc, które nigdy nie figurowały na liście gatunków żyjących w obecnych czasach bądź... już nie figurują...

   Słabnącym już obiektem zainteresowania badaczy wydaje się słynne jezioro Loch Ness w Szkocji, któro latami poddawano licznym obserwacjom i pomiarom, płodząc poza wartościowymi dowodami sporą ilość mystyfikacji. Niewątpliwie jednak udowodniono, że w wodach jeziora mającego w kulminacyjnym punkcie prawie 300 metrów głębokości rzeczywiście "coś" jest. Nie wiadomo tylko co. Wszystko wskazuje iż to potomek pradawnego wodnego gada, teoria ta jednak ciągle traktowana jest z dużą rezerwą. Być może niepotrzebnie. Przy okazji odnotowano także występowanie w jeziorze niezwykle ogromnych węgorzy i ich dziwnych zachowań (stanie na ogonie pionowo na dnie)...

   Wbrew temu, co się wydaje nasza planeta obfituje w tereny, na których nie stanęła ludzka stopa i na których nikt nie wie co tak naprawdę się dzieje. Niezliczone są niezbadane morskie głębiny (z Rowem Mariańskim mającym ponad 11 kilometrów głębokości na czele), puszcze i lasy tropikalne czy wysokie góry. Można tu wymienić choćby Kongo, lasy deszczowe Nowej Gwineii czy azjatyckie puszcze. Niezbadane pozostają też obszary, na których niedawno toczyły się wojny, takie jak Wietnam, Kambodża i Ruanda. Tajemnicą okryte pozostają też tereny będące własnością wojska (USA, Rosja, Kanada), leżące w krajach dyktatur (Chiny, Kuba, kraje arabskie) czy też kolumbijska dżungla władana przez kartele narkotykowe. W takich miejscach, które nie poznały jeszcze człowieka mogły przetrwać i wykrztałcić się zwierzęta jeszcze nie odnotowywane przez naukę lub uznane już za wymarłe. Jest znanych wiele takich przypadków. We wspomnianym Wietnamie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku odkryto całą grupę nieznanych wcześniej ssaków (na przykład wół Vu Quang i święty kozioł). Wiele takich odkryć dotyczyło zwierząt żyjących w środowisku wodnym, wśród którym odnajdywano nawet takie, które uznano za wymarłe... 100 milionów lat temu! Warto też zwrócić uwagę na bakterie żyjące w gejzerach Istandii - były tam już 4 biliony lat temu! Ale bakterie miały zdecydowanie łatwiejsze warunki do przeżycia niż dinozaury. Niemniej teoria iż ewolucja zatoczyła w tych niedostępnych miejscach koło, powołując ponownie do życia (a może wcale nie ponownie?) straszne jaszczury wydaje się całkiem prawdopodobna...




   Ćwierć wieku temu naprawdę poważnym obiektem zainteresowania stała się kongijska dżungla, w okolicach której mieszkający tam Pigmeje od wieków spotykają żywe dinozaury. Począwszy od roku 1980 zorganizowano około 20 wypraw mających na celu odnalezienie stworów żyjących nie tylko w opowieściach tubylców. Niestety nie udało się żadnego uwiecznić na zdjęciu bądź filmie, choć było naprawdę blisko. Pigmeje nazywają je "mokele-mbembe" i na podstawie ich zeznań można orzec, że bardzo przypominają diplodoka, roślinożernego dinozaura ważącego 10 ton. w latach sześćdziesiątych XX wieku jeden z przedstawicieli "mokele-mbembe" przez przypadek wszedł w strefę połowu ryb, niszcząc chroniące je bariery, co poskutkowało reakcją tubylców muszących walczyć ze zniszczeniem. Odbędzając zwierzę zabili je. Było ono ogormne, więc postanowili je zjeść. W niedługim czasie niemal wszyscy mieszkańcy wioski zmarli w potwornych bólach. Opowieści o stworach zawierają informacje o jeszcze dwóch innych gatunkach olbrzymich gadów zamieszkujących Kongo! Jeden ze świadków oglądając zdjęcia wymarłych i żyjących dziś zwierząt w poszukiwaniu czegoś co Pigmeje nazywają "mbielu-mbielu-mbielu" bez wachania wskazał na... stegozaura. Trzeciego gada tubylcy określają mianem "emela-ntouka", czyli zabójca słoni - zwierzę atakuje podobno spod wody. Swór ten jest wielkości słonia, posiada grubą i owłosioną skórę, gruby ogon oraz ostry róg na pysku, przypominając tym samym triceratopsa. Także relacje z Gabonu mówią o zwierzęciu podobnym do "mokele-mbembe" a te z Zambii pokrywają się z doniesieniami o "emela-ntouka". Wśród tubylców krążą też doniesienia o innych stworzeniach wyglądających zupełnie jak wymarłe dinozaury. Czy rzeczywiście przeżyły one miliony lat pod osłoną gąszczu roślin aż do naszych czasów? Zdania są podzielone...


   W udzieleniu odpowiedzi nie pomagają także liczne ślady przeszłości, mówięce że ludzie i wielkie jaszczury mogły w pewnym sensie... żyć razem. W 1944 roku na zachód od Mexico City odkryto fragmenty ceramiki oraz 33 tysiące figurek, które oprócz ludzi i zwierząt różnych ras i gatunków przedstawiały dziwne stwory przymoniające dinozaury. Datowanie figurek wykazało, że mają około 4 tysięce lat. W USA odnaleziono również rysunki zwierzęcia przypominającego tyranozaura oraz płaskorzeźbę przedstawiającą stegocefaula (stworzenie łączące cechy ryby i płaza). Także w Zimbabwe spotkano się z rysunkiem nieznanego zwierzęcia, w którym rozpozano brontozaura. Sceptycy twierdzą, że prymitywne rzeźby i malunki są zbyt mało dokładnie aby uznać je za dinozaury i mogą być słońmi, żyrafami lub jaszczurkami przybierającymi różne pozycje, co jest chyba bardziej prawdopodobne.


   Inna ciekawa teoria mówi, że dinozaury nie tyle dożyły naszych czasów, co stały się prawdziwymi żywymi skamieniałościami. Na całym świecie odnotowano wiele przypadków kiedy odnajdywano uwięzione w skale (wapiennej bądź granitowej) stworzenia (bardzo często były to żaby), którę początkowo wydawały się martwe. Po paru chwilach jednak ożywały (z różnym skutkiem: żyjąc jeszcze parę minut, godzin lub miesięcy)! Takie zwierzęta znaleziono również skute lodem a nawet wewnątrz drzewa czy w rudzie żelaza - uwięzione na zawsze i odcięte od świata a mimo to żywe. Czy jakiś dinozaur nie mógł przetrwać właśnie w ten sposób? W 1856 roku we Francji robotnicy wysadzający blok kamienny byli świadkami jak z jamy po wybuchu wyszło na czterech łapach połączonych błonami stworzenie o długiej szyji i zębatej paszczy, w którym później rozpoznano pterodaktyla. Latający gad żył niestety zaledwie kilka minut po czym zdechł, być może w skutek wybuchu. Całkiem niedawno, bo w 1987 roku londyński "Times" poinformował że w okolicy Jakucji dziesięć metrów pod ziemią natrafiono na zamrożonego jaszczura, który po wyniesieniu na słońce ożył...

   Jeszcze jedną i chyba najbardziej ciekawą z racji nieskrępowanej niczym fantazji w niej obecnej, teorią jest ta mówiąca iż w pojawieniu się jaszczurów na Ziemi maczali palce obcy. Ufolodzy jako jedną z ras obcych podają animalianów, wśród których występują właśnie jaszczury. Mają one łuskowatą skórę, często zieloną, ogony oraz gadzią paszczę. Często poruszają się na dwóch nogach, ale nigdy nie osiągają wzrostu większego niż trzy metry. Mówi się także o salamandrytach - istotach mających jaszczurze ciało i pionowe źrenice. Stawia się je obok chupacabry, winiąc za okaleczanie i zabijanie zwierząt hodowlanych. Jeszcze bardziej odważną teorią jest ta tycząca się ewolucji dinozaurów, zakładająca możliwość życia i rozwoju inteligentnych dinozaurów także na innych planetach, gdzie osiągnęły poziom pozwalający na... podróże międzyplanetarne. W Hollywood nie napisano chyba jeszcze takiego scenariusza...

   Relacji ze spotkań z olbrzymimi gadami nie brakuje, ale niezwykle trudno te spotkania udokumentować czy potwierdzić a tym bardziej samemu odnaleść jakiegoś stwora czy ślad po nim. W kilku przypadkach znajdywano ślady jakiegoś ogromnego zwierzęcia (na przykład płetw na brzegu, pozostawionych przez zwierzę wracające do wody) ale praktycznie nigdy nie znaleziono choćby ciała stwora (bądź stworów), który nie mógł przecież żyć wiecznie. Tu z odpowiedzią także przyszli naukowcy, a mianowicie Peter Dickinson, wysuwając dość ciekawą teorię na temat ewolucji potomków dinozaurów. Zwierzęta te miałyby wykształcić sobie duże i rozciągliwe żołądki, w których wapń kości ofiary byłby rozpuszczany kwasem solnym, co prowadziłoby do wydzielenia się lżejszego od powietrza wodoru, umożliwiającego swobodne unoszenie się w powietrzu czy wodzie. Po śmierci kwas solny miałby rozpuścić cały szkielet i mięśnie zwierzęcia, przez co niemośliwe byłoby odnalezienie jakichkolwiek szczątków. Odnalezienie któregoś z tych stworów doprowadziłoby z pewnością do obrucenia niektórych mocno stojących murów nauki w gruzy...

Część III poświęcna tylko mokele-mbembe



© 2003-2007 by Ecnelis