Dodaj do ulubionych
UFO w snach
  Zjawisko UFO jest chyba najpopularniejszym zjawiskiem wśród wszelkich spraw niewyjaśnionych i jednocześnie chyba najbardziej różnorodnym. Nie trudno znaleźć świadków, którzy kiedyś "coś" widzieli. Wśród nich mógłbym się znaleźć także ja, ale nie o tym napiszę tym razem jako iż całe zajście, któro mam tu na myśli opisałem już wcześniej w innym tekście ("NOL nad Ukrainą"). Poniższe słowa poświęcę obiektom UFO, które widziałem we śnie. Tak mi się przynajmniej wydaje, ponieważ jeśli to były sny to nie były one do końca normalne...

  Wszystko działo się gdy byłem dzieckiem w wieku około dziesięciu lat zapewne (co wskazywałoby na okolice roku 1993). W takim wieku wiele się śni i ze snem jeszcze przeplata się rzeczywistość, która w późniejszych latach niestety stara się przejąć całą kontrolę. Mniej więcej w tamtym czasie miałem serię bardzo podobnych, jeśli nie takich samych snów. Budziłem się w nich w pokoju oświetlonym blaskiem Księżyca. Chcąc się mu przyjżeć (taki Księżyc działa jak magnes) podchodziłem do południowego okna, ale mój wzrok przyciągał blask czegoś innego niż Księżyca - na zachód od niego na niebie wisiał dość duży, metaliczny obiekt o walcowatym kształcie, z którego biły smugi białego światła szperające niemrawo po nieboskłonie i po ziemi. Podświadomie kuliłem się do wysokości paraperu aby to coś mnie nie zauważyło. Po paru chwilach wracałem senny do łóżka a sam sen się urywał. Miałem go kilka razy - pięć a może więcej. Sen był bardzo realistyczny, tak że za dnia zastanawiałem się czy to coś kolejnej nocy znowu przyleci. Jednej z nocy obudziłem się tak jak we śnie, nie podszedłem jednak do okna. Być może to coś by tam było? Być może to nie były sny?

  Drugi przypadek jest o wiele bardziej spektakularny i realny. Wyrył się trwale w mojej pamięci, zajmując w niej wyraźne miejsce do dnia dzisiejszego, choć jestem niemal pewien że był to tylko sen, że to nie działo się naprawdę. A miało to miejsce dużo wcześniej przed snami z poprzedniego akapitu (prawdopodobnie około 1991 roku). Była ciemna noc, blasku Księżyca nie było śladu. Obudziłem się w pokoju całkowicie zalanym mrokiem. W łóżku po prawej spała moja siostra, w łóżku po lewej postawionym nieco dalej spali rodzice. Nie wiem dlaczego się obudziłem, może coś mnie obudziło? Odwróciłem się na plecy, otwierając oczy. Za oknem na przeciwko łóżka wychodzącym na wschód gdzieś daleko przy horyzoncie ujżałem jakiś jażący się, czerwono-pomarańczowawy blask. W ułamku sekundy blask ten zbliżył się w postaci ognistego dysku przelatującego bezdźwięcznie z ogromną prędkością tuż nad naszym domem, po czym znowu zrobiło się całkowicie ciemno. Byłem w szoku, nie mogłem się ruszyć. W końcu schowałem się pod kołdrę. Serce mało mi nie wyskoczyło ze strachu. O zamknięciu oczu nie było mowy - od razu za powiekami malowało się to, co przed chwilą widziałem. Nasłuchiwałem przerażony czy nic się nie dzieje, czy to nie wróci. Panowała całkowita cisza. Nie pamiętam jakim cudem zasnąłem. Pamiętam tylko iż pozostałem już pod kołdrą, sztywno leżąc w całkowitym bezruchu, ledwo łapiąc oddech. Być może ciało zmęczone tym stanem samo mimowolnie przywołało sen we śnie?


  Ale czy to zajście rzeczywiście było tylko snem? Jestem niemal pewnien, że tak, ale... mam jednak wątpliwości. Żadnego innego snu nie pamiętam tak dobrze i wyraźnie, żaden inny sen nie wywołał we mnie tylu emocji skupionych w ułamku sekundy i rozciągniętych na czas późniejszy, żaden inny sen nie pozostawił na mnie takich zmian fizycznych - czułem, że mam gęsią skórkę, czułem że mam sztywne ciało, czułem bicie serca. No i skoro ten sen był taki przerażający to dlaczego się z niego nie obudziłem? Poza tym ten i wcześniejszy przypadek są chyba jedynymi, w których mi się śniło że się budzę. Czy to nie dziwne? Może naprawdę się budziłem i to nie były sny? Wolę chyba jednak trwać (być może w błogiej nieświadomości) przy pierwotnej wersji...



© 2003-2007 by Ecnelis